okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2011 >> Na kliszy wspomnień

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Podlaski Przełom Bugu


Na kliszy wspomnień

Kalina Stachowiak
Gdzieś w polach – okolice Maćkowicz

Są miejsca, do których wracamy, jak tylko możemy, które głęboko zakorzeniają się w naszej pamięci. Kiedy zamkniemy oczy, przesuwają się przed nimi malownicze obrazy tych zakątków. Taki urok rzuciło na nas Podlasie.

Zimno, ciemno. I kończy się jak zwykle – na początku tylu chętnych, a jak przyjdzie co do czego, na dworcu staję ja jedna i czterech panów. Wskakujemy do pociągu do Siedlec, potem błyskawiczna przesiadka do szynobusu do Czeremchy i pełne pretensji przemówienie konduktora, że to skaranie boskie z nami – rowerzystami! I... dostajemy metrowy bilet grupowy na pięć osób i pięć rowerów, każdy wystawiony oddzielnie. Cóż, logika kolejowa.
Opuszczamy ciepły wagon na stacji Franopol. Jest ciemno i głucho, a nad nami niesamowita kopuła gwiazd. Na peronie czeka już właściciel domku kempingowego. Wskakujemy na rowery i zapuszczamy się w czeluść lasu. Pan X nie może wyjść ze zdziwienia, że chcemy nocować w nieogrzewanym letnim domku. A może w tym zdziwieniu jest też trochę politowania? Rzeczywiście, chyba jest zimno, bo po paruset metrach nie czuję już nosa. Nie zapalamy lampek, zdajemy się na poświatę księżyca. Po paru kilometrach docieramy do kempingu w Starych Mierzwicach. Późnym wieczorem dojeżdża do nas jeszcze dwójka znajomych. Z kubkami gorącej herbaty nurkujemy w śpiwory. Byle doczekać świtu.
Słońce, przyjemnie, aż nie chce się wychodzić z wygrzanych kokonów. Zmobilizowani jednak przez Krzyśka ruszamy z kubkami kawy nad brzeg Bugu. Przed nami leniwie rozciąga się zakole rzeki. Jeszcze trochę prężymy się w ciepłych promieniach słońca, a potem na rowery i w drogę. Kierujemy się w stronę mostu kolejowego przez Stare Mierzwice, tym razem już w świetle dziennym. Mijamy urokliwe drewniane chałupy i zabudowania gospodarcze z końca XIX wieku, wzniesione na nadrzecznej skarpie. Sama wieś nosi miano królewskiej, została założona w 1545 roku i, jak kiedyś, pełni dziś funkcję miejscowości wczasowej.
Konstrukcja mostu dostarcza nam nie lada emocji. Krótka sesja zdjęciowa i, za radą pana X, na drugą stronę rzeki przedostajemy się lewym przęsłem. W Siemiatyczach-Stacji osaczamy sklepik spożywczy i zaraz za torami, na górce pod lasem, urządzamy śniadaniowy piknik.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Paweł Hańczur