okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2011 >> 10/2011 >> Jestem za, a nawet przeciw

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Jestem za, a nawet przeciw

Sławomir Bajew
 

No, ręce opadają! Wszędzie się da, tylko tu, „w kraju węgla i stali, i sosny, i konwalii”, jakoś nie za bardzo się daje... Z czego wynika niemoc, brak konsekwencji i pomysłu, jak inicjatywy wcielać w życie? Bo pomysły są. Są idee. Szczere pragnienia. Konieczność. Świadomość, że dłużej tak nie można, że wreszcie nadszedł czas, by położyć kres pustym obietnicom, że obiecywane zmiany nie mogą kolejny raz być jedynie wyborczą kiełbasą...
Pamiętam kampanie przedwyborcze, w których politycy siadali na rowery, chcąc chyba zdobyć sympatię coraz liczniej ceniących ten środek komunikacji wyborców. Oj, czasem było śmiesznie, bo przecież gołym okiem było widać, kto korzysta z dobrodziejstw dwóch kółek często, a kto brata się z nimi jedynie na polecenie politycznego marketingu. Nadjeżdżano z lewa i prawa. Z dzwonkiem i bez. I tylko od wielkiego dzwonu. W strojach stosownych do uprawiania tej aktywności, jak i niemal we frakach (chcąc dać chyba wyraz, jak uniwersalny to pojazd, jak dostępny).
Im bliżej wyborów, tym więcej polityków można spotkać na startach maratonów, na uroczystym otwarciu kolejnego 750-metrowego (strategicznego, a jakże!) odcinka drogi rowerowej. To nic, że biegnącego znikąd donikąd. Ważne, że jest, bo jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Ile można?! Ile jeszcze razy mam brać za dobrą monetę tłumaczenie, że na tym etapie rozwoju i transformacji gospodarczej to trzeba się cieszyć, że w ogóle ktoś w Sejmie zawraca sobie głowę nowelizacją kodeksu drogowego i innymi takimi duperelami? I jest nieodpowiedzialne w tej kryzysowej sytuacji, gdy widmo finansowego krachu krąży nad światem, upominać się o prawa grupki cykloświrów i o pieniądze na budowę ścieżek oraz promocję zdrowego stylu życia. Przecież są nauczyciele, ba, oświata cała, służba zdrowia, huty i porty... I tak naprawdę to nie my, to nie nasza sprawa, nie nasze kompetencje. Przecież macie samorządy. To ich rzecz. Skądinąd wiem – ja i Czytelnik też zapewne wie – że samorządy to także jednak polityka. Że tworzenie rowerowego lobby to, niestety, sprawa polityczna. Bo u nas, Drodzy Państwo, wszystko jest polityczne. Nawet rowery. Pamiętają zapewne liczni zawrotną karierę roweru Ukraina na polskim rynku. To przecież była sprawa polityczna, bo jak inaczej wytłumaczyć zupełne nieomal pominięcie wówczas w ofercie handlowej bez wątpienia solidniejszych marek Colnago czy Campagnolo... Wybranie kogoś na reprezentanta społeczeństwa to nie tyle, w uznaniu zasług, posadzenie go w sejmowych ławach i zaopatrzenie w poselską dietę i nietykalność.
To nadzieja, że taka osoba nie straci słuchu i wyobraźni, że zapamięta, kto ją wybrał i po co. Jeśli chodzi o mnie, mam zamiar po upływie kolejnych 100 dni spokoju
i zaufania zadać niewygodne pytanie, co tam słychać w sprawie rowerowej infrastruktury. Zastanowię się, zanim oddam głos. Sprawdziłem bowiem miejsca, gdzie ostatnio infrastruktura rowerowa rozwinęła się najmocniej. Wiem, którzy ludzie obiecali i dotrzymali słowa. I wiem, gdzie przedwyborcze chwyty okazały się tylko chwytami. A więc będąc za, jestem jednocześnie przeciw. I pozostanę wierny rowerowi, a gdyby ktoś z panów lub pań polityków chciał się przejechać... Uuuups! Przepraszam, przecież niejeden z nich już się „na rowerach” przejechał...

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, od ponad tysiąca wydań prowadzi Listę Przebojów, jest też jedynym mężczyzną w paśmie przedpołudniowym Babie Lato, autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem, a zimą na nartach. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.


 



Zdjęcie: Sławomir Bajew