okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> Wielkie żarcie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> odżywianie kolarzy


Wielkie żarcie

Piotr Ejsmont
Dwaj francuscy zawodnicy w Dalstein, Tour de France z 1921 roku

Kolarstwo jest jednym z najtrudniejszych sportów wytrzymałościowych. Żeby dojechać do mety, trzeba sobie dobrze podjeść i popić. Z kolarskimi posiłkami wiąże się wiele historii.

W 1891 roku, podczas pierwszego maratonu Bordeaux–Paris, jeden z miejscowych restauratorów wystawił na trasie przejazdu suto zastawione stoły. Mimo to niektórzy kolarze mieli zapewnione specjalne odżywianie. Menedżer Monty’ego Holbeina przygotował dla swojego podopiecznego stół z budyniem na ryżu i innymi potrawami. Zwycięzca George Pilkington Mills na każdym z punktów kontrolnych łapał solidny kawał mięsa, którego część zjadał, a resztę chował do kieszeni na potem. Ponadto Anglik wypijał gorący bulion zmiksowany z mięsem. Na dalszą drogę nalewał sobie bulion do czterech piersiówek, które chował w kieszeniach. Zawodnik na trasie konsumował jeszcze truskawki, biszkopty, trochę. Jadący za Millsem Holbein zatrzymał się w kawiarni. Umył się, elegancko zapłacił za posiłek, a ciekawskim odparł, że ma jeszcze czas. Mylnie zakładał, że Mills na trasie źle się odżywia i, nie znając francuskiego, będzie miał trudności w uzyskaniu od miejscowych tego, co chciałby zjeść. Dwójka innych Anglików w przydrożnej restauracji spałaszowała ogromne porcje czerwonej fasoli. Francuzi Joseph Laval, zwany Jiel-Laval, i Henri Couillibeuf przez długi czas jechali razem. Ten drugi zajął się organizowaniem posiłków. Na każdym punkcie kontrolnym konsumowali befsztyk, bulion i butelkę wina mâcon lub herbatę z mlekiem, zgodnie z upodobaniami jednego bądź drugiego. W 1901 roku wyścig ten wygrał Lucien Lesna. Zapytany na mecie, czy mu się nie nudziło, gdy tak długo jechał samotnie, odparł:
– Ani trochę. Ciągle jadłem i piłem. Czułem się jak w gościnie. Lesna po drodze zjadł i wypił między innymi osiem litrów czekolady z mlekiem, jeden litr wywaru z mięsa, cztery litry sosu mięsnego, 36 jajek zmieszanych z winem porto oraz jeszcze pół litra wina.
Znany z początku XX wieku włoski kolarz Clemente Canepari spisał swoje wspomnienia w książce. Przyznał, że już w tamtych czasach kolarze sięgali po rozmaite specyfiki, które miały im przywrócić siły.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Presse Sports Buonopane Publications Colorado Crea