okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> Łzy w oczach, gwizd w uszach i pisk hamulców

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap XIX ½


Łzy w oczach, gwizd w uszach i pisk hamulców

Robert Wieczorek
Robert Wieczorek

Problemy zdrowotne uczestników XIX etapu sztafety Nowaka i niepoczytalność rebeliantów na północy Republiki Środkowoafrykańskiej postawiły organizatorów w impasie: jak roztropnie kontynuować podróż? Kazimierz Nowak kiedyś w Libii też się wycofał, by obrać inną drogę. 
 
W tej sytuacji my, polscy misjonarze w Republice, wyszliśmy naprzeciw z czynnym wsparciem, proponując sztabowi okrążenie niebezpiecznej strefy szerokim łukiem na zachód. Dodatkowy etap XIX ½ otrzymał miano KapTOUR (Kap. od braci kapucynów). Zamiast pierwotnie planowanych 350 kilometrów po płaskim – z Bouka po stronie Republiki Środkowoafrykańskiej (RCA) do Sahr w Czadzie – wymyślono objazd: 1350 kilometrów przez płaskowyż i w góry, co w warunkach afrykańskich wertepów jest de facto szalonym pomysłem. Ale ważne, by dopiąć celu. Naszym zadaniem było, aby w czerwcu dostarczyć książkę-pałeczkę z Bouar do Gore w Czadzie.
11 czerwca brat Piotr Michalik (lider etapu XIX), który kilkaset kilometrów zawrócił do Bouar, po symbolicznym prologu wypuszcza pierwszą zmianę w sztafecie. To młode małżeństwo świeckich misjonarzy: Ola i Zbyszek Styrułowie. Wybierają się motocyklem z Bouar do Bocaranga, gdzie sztafetę przejmuje również zmotoryzowany Robert Wnuk. Pokryta laterytem droga, pełna dziur, bo od lat nienaprawiana, w porze mokrej z głębokimi bajorami, oferuje jedyną opcję – jazdę na przełaj. Wspólne wszystkim doświadczenie: motorem jest szybciej, bo łatwiej przemknąć między kałużami błota. Wystarczy się trzymać wytyczonej już przez jednoślady koleiny i spokojnie podziwiać widoki. Samochód niby wygodniejszy, ale zalicza każdą dziurę. Auto osłoni od deszczu, ale zatrzymuje się na poprzecznych barierach, które teoretycznie mają chronić od degradacji dawno już zerodowaną nawierzchnię. Cyklista zmuszony jest do gry w ciuciubabkę z deszczem, ale z barier nic sobie nie robi.
Wyższości jednośladów w tutejszych warunkach dowodzi fakt, że to Ola i Zbyszek w swojej drodze powrotnej pomagali mi się pozbierać po tym, jak wyprzedziło mnie koło mego własnego samochodu. Komizm sytuacji polegał na tym, że miałem ich ubezpieczać, jadąc za nimi! Wyszło dokładnie na odwrót… To jest Afryka.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Rowerowa banda na drodze do Bocaranga