okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> Kuda, otkuda i skolka kilometrow?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Ukraina


Kuda, otkuda i skolka kilometrow?

Agata Szymańska, Andreas Dittrich, Konrad Szymański
Andy na klifie zachwycającego przylądka Tarchankut

Ukraina to piękny i gościnny kraj, w którym zawsze można liczyć na pomoc ze strony napotkanych ludzi. Tak nam się tutaj spodobało, że w trakcie półrocznej wyprawy rowerowej postanowiliśmy spędzić u naszych wschodnich sąsiadów dwa miesiące.

W drogę wyruszyliśmy w maju 2010 roku, a powróciliśmy z początkiem grudnia tego samego roku. Trasa objęła, oprócz Ukrainy, Niemcy, Polskę, Czechy, Słowację, Mołdawię, Gruzję, Azerbejdżan, Turcję. Łącznie nasza trójka – Agata, ja i Andreas – przejechała rowerami 5500 kilometrów.
Wyruszyliśmy rowerami do Krościenka i stąd spróbowaliśmy wjechać na Ukrainę. Niestety, okazało się, że przejazd rowerem przez przejście graniczne Krościenko-Smolnica – w niezorganizowanej grupie, która wcześniej nie została zgłoszona nie jest możliwy. Pomimo tego, że 100 metrów przed tym miejscem umieszczona została tablica z międzynarodowymi trasami rowerowymi wskazująca, że właśnie tędy można wjechać bicyklem do naszych wschodnich sąsiadów.
Musieliśmy przejechać przez granicę pociągiem. Tuż po naszym wejściu do przedziału zaczęła się praca przemytników, którzy śrubokrętami demontowali siedzenia oraz inne elementy wyposażenia. Każdy z nich szukał najlepszego miejsca do przemycenia papierosów, a czasem wódki. Na granicy wysiedliśmy z pociągu i wypełniliśmy specjalne karteczki z podaniem celu wyjazdu i miejsca pobytu (aktualnie ta formalność nie jest już wymagana). Na ukraińskiej stacji, gdzie pociąg kończył bieg, zostaliśmy skonfrontowani z masami tutejszych przemytników, którzy polskim kolegom po fachu podawali towar. Pociąg ten, kiedy zmierza z powrotem do Polski, jest bardzo szczegółowo przeszukiwany przez celników. To taka zabawa w kotka i myszkę.
Po obserwacjach kaskaderskich wręcz akcji montowania paczek papierosów również pod pociągiem, ruszyliśmy do miasta, gdzie chcieliśmy wymienić pieniądze. W banku dowiedzieliśmy się jednak, że funkcję tutejszych kantorów pełnią, o dziwo, sklepy spożywcze. Zatem wymiany gotówki dokonaliśmy w jednym z małych sklepików tuż przy dworcu. Po zakupach obraliśmy kierunek do Lwowa.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Konrad Szymański