okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> Gdzie ptactwo, zwierz i człowiek przemieszkiwał

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Puszcza Białowieska


Gdzie ptactwo, zwierz i człowiek przemieszkiwał

Anna Sidoruk, Jerzy Szygiel
Wjeżdżamy do Puszczy Białowieskiej. Na początku wygląda niewinnie, jak młody lasek…

Widzieliśmy wiele starych, drewnianych cerkwi, posmakowaliśmy ciepłego nastroju prawosławnych wsi i naoddychaliśmy się puszczą, która wydaje się nieskończona. Tym razem na rowerach nie przemęczyliśmy się, ale widoki byłyby warte każdego wysiłku.
„Starożytni pisarze mówili o niej, że stoi w miejscu – smutnem, a z powodu sprośnych bagnisk i okropnych lasów, z powodu dziwów, które w swem łonie przechowywało – dzikiem, gdzie ptactwo, zwierz i człowiek, do istot ziemskich niepodobny, przemieszkiwał” – tak o Puszczy Białowieskiej na początku XX wieku pisał Ferdynand Ossendowski. Znany podróżnik nie dał się jednak omamić tej mrocznej wizji. Puszczę odwiedzał chętnie, poświęcił jej też duży fragment książki „Puszcze polskie”. Do „Wawelu leśnego” (Puszcza Białowieska jako obiekt-symbol jest przyrównywana do Wawelu z grobami królewskimi) ciągnęli też inni literaci: Eliza Orzeszkowa, Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz. Polowali tu polscy królowie, a także rosyjscy carowie, którzy kazali wytyczyć proste dukty leśne w obawie przed zbłądzeniem.
Dziś Białowieża jest mekką turystów, ciągnących tu na weekendy z całej Polski i zza granicy. Z entuzjazmem o puszczańskich włościach wyrażał się obecny, pierwszy zagraniczny dyrektor warszawskiego Centrum Sztuki Współczesnej, Fabio Cavallucci, podczas wywiadu, który przeprowadzałam z nim zimą. Przysłuchiwałam się temu, nie mogąc współdzielić zachwytu. Z prostej przyczyny. Jeszcze wtedy nie widziałam puszczy. Głupio? No, trochę. Dlatego też na początek sezonu wybraliśmy krainę żubra.
Wyczekaliśmy na pierwsze poważne majowe słońce i pociągiem z Warszawy udaliśmy się do Czeremchy. To duża wieś przy białoruskiej granicy. Mimo wczesnej godziny, sklep spożywczy nieopodal stacji był oblężony przez miejscowych, którzy pod parasolami spożywali piwo, prowadząc ożywione dyskusje w tutejszym języku, będącym mieszanką polskiego i białoruskiego. Doskonale znam tę melodię, bo tak porozumiewali się moi dziadkowie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Jerzy Szygiel