okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> Morze przegrało z górami

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Poznania w Karkonosze i z powrotem


Morze przegrało z górami

Sławomir Bajew
Szlak przez Góry Izerskie ku Karkonoszom pozwala na podróżowanie na dużej wysokości nawet z sakwami

To było jedno z moich marzeń: dojechać rowerem z Poznania w góry i rowerem wrócić. Żadnych podjazdów pociągiem. Sam rower. Pięć dni wolnego powinno wystarczyć. Tylko że przyszedł akurat apetyt na morze, i co tu robić?

Targany rozterkami, z zapakowanymi sakwami staję przed blokiem. Jak pojadę w kierunku Grodziska Wielkopolskiego, to jeszcze będę mógł podjąć ostateczną decyzję, w jaki sposób spożytkować rowerowy urlop: odwieczny dylemat Polaka – góry czy morze?
Na razie ruszam i wyznaczam sobie pierwszy cel – Kąkolewo, niewielka miejscowość za Grodziskiem. Jakby co, to do rana mam czas na podjęcie ostatecznej decyzji, bo stąd można jeszcze pojechać zarówno na północ, jak i na południe. Kusi morze, bo dojeżdżając nad nie, ma się wrażenie zakończonej drogi, gdyż dalej na północ już się rowerem nie da, a góry kuszą zawsze tym właśnie, że tam wszystko się da. Miałem odetchnąć, a tu rośnie wewnętrzne napięcie : morze, może góry, góry, może morze…
Tego popołudnia przejechałem 72 kilometry, wieczór i noc spędziłem w Kąkolewie pod namiotem, a rano koniec dylematów. W Borui Kościelnej odbiłem na Wolsztyn i stało się jasne, że najpóźniej do jutrzejszego wieczoru muszę dojechać w góry, o ile chcę spełnić marzenie o wyprawie z Poznania w góry i z powrotem, w ciągu pięciu dni, na góralu i z sakwami. Czyste szaleństwo! Tym bardziej, że plan zakładał minimum jeden dzień jazdy po szczytach. Właśnie dopiero co weszła w życie nowelizacja przepisów drogowych, zakładająca zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników dwóch kółek. Pedałując w stronę gór raczej główniejszymi drogami, postanawiam zwrócić uwagę na to, czy rzeczywiście kierowcy będą ostrożniej mnie wyprzedzać, zachowując przepisową odległość (minimum jeden metr).
Jadę z Wolsztyna w kierunku Nowej Soli. Trasa raczej mało ruchliwa. Większy ruch zaczyna się kilka kilometrów przed tym nadodrzańskim miastem. Czy to z powodu mojego jaskrawego stroju i roweru objuczonego żółtymi sakwami, czy może dopiero co wprowadzonych w życie przepisów, ale zauważam, że przez pierwsze niemal 150 kilometrów nie mam ani jednego przykrego spięcia z kierowcami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Sławomir Bajew