okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2011 >> 8/2011 >> Od favorita do scotta

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Od favorita do scotta

Ryszard Szurkowski
 

Świebodów, Dolny Śląsk, pierwsze lata powojenne. Polska wędrówka ludów – ze wschodu na Ziemie Odzyskane. Tu, pod Miliczem, w Dolinie Baryczy, nauczyłem się jeździć na rowerze, trzymać równowagę i szybko pedałować. To były rowery, których nazw już nie pamiętam, ale były one niezawodnym środkiem transportu.
W swoim pracowitym kolarskim życiu miałem wiele rowerów. Myślę, że było ich ponad 50. Dokładnie nie jestem w stanie tego określić, nie liczyłem wszystkich bicykli… Z tej liczby pamiętam oczywiście pierwszą własną maszynę. Favorit, czeska kolarzówka. Na niej uczyłem się szybkiej jazdy, dzięki niej zaistniałem w kolarstwie. Miałem kilkanaście lat, kiedy sam ją kupiłem. Była koloru niebieskiego, spełniała moje sny o wyścigach. Jeździłem na niej do 1966 roku, kiedy od trenera Ryszarda Swata w Klubie Sportowym Radomiak Radom otrzymałem Jaguara – polski rower z Bydgoszczy, którego producentem był Romet. Dwa lata później, w 1968 roku,  jako kolarz wrocławskiego Dolmelu, dostałem najnowszy model Jaguara. Łza się w oku kręci, to była polska konstrukcja z zachodnim osprzętem. Bardzo udana.
Kiedy byłem kolarzem reprezentacji Polski i wygrywałem Wyścigi Pokoju, miałem aż pięć rowerów. Kiedy triumfowałem w Barcelonie w 1973 roku, zdobyłem szosowe mistrzostwo świata amatorów. Byłem wówczas w swej życiowej formie i miałem do dyspozycji pięć rowerów. W każdym roku nowych – szosowych, nieważących więcej niż dziesięć kilogramów. To były, jak na tamte lata, prawdziwe cuda techniki. Gdy w 1974 roku pojechaliśmy na jeden z najważniejszych wyścigów kolarskich świata, Paryż – Nicea, zawodowi kolarze z Zachodu nie dowierzali, że kolarze z Polski jeżdżą na rowerach z klejoną ramą i z doskonałym osprzętem.
W latach 70. byliśmy kolarską potęgą i szefowie Polskiego Związku Kolarskiego dbali o to, by polscy zawodnicy jeździli na najlepszym sprzęcie, na najlepszych bicyklach. Dla zachodnich producentów była to doskonała reklama, że Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda, Janusz Kowalski, Tadeusz Mytnik i inni jeżdżą na ich sprzęcie i wygrywają.
Na igrzyskach olimpijskich w Monachium w 1972 roku jechałem na szosowym rowerze marki Massi. Rok później w Barcelonie na czerwonej szosówce tej samej marki zostałem mistrzem świata. Miałem do swej dyspozycji szosówki Colnago, Ciok, Alan (Waja), Motta.
W tym roku skończyłem 65 lat. Aktualnie mam dziewięć rowerów – pięć w Warszawie i cztery na wsi – w Świebodowie. Są to rowery górskie, zwykłe i szosowe. 5 sierpnia podczas Tour de Pologne Amatorów, na trasie Bukowina Tatrzańska – Bukowina Tatrzańska, pojadę na szosowej maszynie Scott. Po swojej wsi i okolicy jeżdżę na Colnago, tej samej marce, na której Lech Piasecki wywalczył tytuł mistrza świata, kiedy byłem trenerem kadry narodowej. Mam też amerykański rower Hooger-Booger, którym jeżdżę do… wiejskiego sklepu po zakupy.l
 
Ryszard Szurkowski – polski kolarz szosowy, najbardziej znany ze zdominowania przez kilka lat z rzędu Wyścigu Pokoju, kilkakrotny mistrz Polski i mistrz świata amatorów. Działacz sportowy, były prezes Polskiego Związku Kolarskiego.



Zdjęcie: Maciej Nowaczyk