okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2008 >> Wyspa, której nie można ominąć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Bornholm


Wyspa, której nie można ominąć

Krzysztof Ulanowski
Helligdommsklipperne – jeden z najbardziej malowniczych odcinków bornholmskiego wybrzeża

Bornholm to dla rowerowego turysty lekcja obowiązkowa. Jeżeli ktoś zjeździł już na jednośladzie najpiękniejsze zakątki Polski i chce czegoś więcej, z reguły najpierw wybierze się na tę duńską wyspę, a dopiero potem myśli o dalszych wojażach. I nie będzie zawiedziony. Pięć godzin rejsu od brzegów Bałtyku czeka tam na niego 300 kilometrów tras rowerowych, zabytki i oszałamiające widoki.

Wypływamy z portu w Świnoujściu i po pięciu godzinach schodzimy, a raczej zjeżdżamy rowerami w niewielkim Rønne, które jest stolicą wyspy. Zaczynamy się rozglądać za kempingiem. Na szczęście nie szukamy długo, bo Rønne to naprawdę niewielkie miasteczko. Galløkken Camping znajdujemy przy ulicy Strandvejen 4. Trochę się obawiamy, czy tutejsze ceny nie zwalą nas z nóg. Skandynawia uchodzi przecież za drogą. Ceny są do przyjęcia. Chleb kosztuje od 16 koron duńskich (8 złotych) za kilogram. Niestety, bardziej przypomina watę niż pieczywo, które jemy w Polsce. Na szczęście kemping nie oszołomił nas cenami.
Na Bornholmie modne są rowery trekkingowe, które lepiej niż bicykle miejskie radzą sobie z tutejszymi pagórkami. Jadąc w kierunku ruin zamku Hammershus na północnym zachodzie wyspy, mijamy po drodze pierwszy z okrągłych, luterańskich kościółków, stanowiących wizytówkę Bornholmu. Kościoły są w sumie cztery: w Østerlars, Olsker, Nylars i Nyker. Zbudowano je pomiędzy 1150 a 1200 rokiem. Przypuszcza się, że budowle służyły w przeszłości do celów obronnych, a także jako magazyny broni i żywności.
Na wschód od zamczyska rozpoczynają się coraz bardziej strome wzgórza, za którymi chowają się dwa bliźniacze miasteczka – Sandvig i Allinge. Kiedy wjeżdżamy do pierwszej z miejscowości, przypominam sobie Rønne, które jeszcze dziś rano wydawało mi się małomiasteczkowe.
Ma noc rozbijamy się na kempingu „Sandkaas Familiecamping” (66 koron od osoby), a następnie brzegiem Bałtyku pedałujemy w kierunku miasteczka Gudhjem. Trasa rowerowa to biegnie asfaltową szosą, to znów na jakiś czas zbacza na polną drogę. My wolimy oczywiście asfalt, bo jedzie się łatwiej i szybciej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Paweł Kosicki