okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> Śladami Mickiewicza i Niemena

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Białoruś


Śladami Mickiewicza i Niemena

Tadeusz Gawlik
Autor u wrót Grodna

Białoruś – podróż śladami Elizy Orzeszkowej, Czesława Niemena, świętego Andrzeja Boboli i Adama Mickiewicza. W młodości, gdy zaczytywałem się poezją wieszcza, nawet nie przyszło mi do głowy, że kiedyś znajdę się w miejscach związanych z tymi postaciami. Nie myślałem, że przejdę się drogami Adama w Zaosiu, miejscu jego urodzin, w Nowogródku, gdzie spędził dzieciństwo.

Rozpocząłem od przygotowania formy i sprzętu. Dotychczas systematycznie jeździłem swoim góralem – sześć dni w tygodniu, urozmaiconą trasą, zwykle kilkanaście kilometrów dziennie. Zimą były biegi na nartach. Nie przypuszczałem, że zaprawa narciarska przyda mi się już niebawem podczas wyprawy rowerowej. Mój współpodróżnik Andrzej nie musiał się troszczyć o formę, on ją miał. Pokonywał każdego dnia po 40, a w sobotę ponad 70 kilometrów.
Na samym początku niespodziewany kłopot. Kierowca autobusu nie chciał mnie zabrać z rowerem z Lubania na Kaszubach. Dopiero po dłuższej rozmowie otworzył luk. Odetchnąłem. Dalej był pociąg. Z rowerami i niezbędnym bagażem mieliśmy się spotkać z Andrzejem na stacji kolejowej w Kuźnicy Białostockiej. Tam kończą się wąskie, a zaczynają szerokie tory. Minęło sporo czasu na peronie, zanim się odnaleźliśmy. Krótkie przywitanie i ruszamy w drogę do przejścia granicznego, myśląc, że przejedziemy je na rowerach. Niestety, takiej możliwości nie ma. Musieliśmy swoje pojazdy załadować na furgonetkę białoruskiego kierowcy i z nim przejechać cztery kolejne bramki. I on, i my byliśmy zadowoleni, gdy w końcu postawiliśmy stopy po białoruskiej stronie. Na rozgrzewkę przejechaliśmy do Grodna, to zaledwie 28 kilometrów. O zmierzchu dojechaliśmy do przedmieścia i prowizorycznym mostem na Niemnie, a potem mocno wspinając się pod górę, dotarliśmy do centrum miasta. Na nocleg zatrzymaliśmy się u sióstr nazaretanek. Rano zbudził nas deszcz. Poszedłem do bazyliki katedralnej, której fundatorem był Stefan Batory – niezwykłej i nadzwyczaj okazałej. Była niedziela, kościół pękał w szwach. W bocznej nawie na ławce znalazłem jedno wolne miejsce. Usiadłem, a po chwili zauważyłem, że mój sąsiad z prawej strony śpi. Na posadzce miał przy sobie foliową torbę, wypełnioną czymś do połowy. Być może był włóczęgą lub bezdomnym.
 



Zdjęcie: Ludwik Sieczkowski