okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> Nawet malaria nas... nie rozłączy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap XIX


Nawet malaria nas... nie rozłączy

Tomasz Kaznocha
Otaczały nas tłumy radosnych dzieci

„Motorówka dotarła w końcu do przeciwległego brzegu i osada Ouesso znikła za bujną zielenią wysepki. Otoczył mnie znowu las dziewiczy, niemożliwie splątany i strasznie bezludny”. Jak Kazimierz Nowak rozpoczął kolejny etap swojej podróży po Afryce, tak i my, uczestnicy sztafety, przeprawiamy się przez rzekę Sangę, by tą samą trasą przemierzyć dziki kraj, jakim jest Republika Środkowej Afryki.

Na razie uczestników było trzech – Jacek, Maciej i Paweł. Maciej i Paweł brali udział już w poprzednim etapie „Afryki Nowaka”, a Jacek dzień wcześniej dołączył do nich w Ouesso. Po drugiej stronie rzeki nastąpiło przekazanie pałeczki – nowym liderem został Jacek. Chłopaki wsiedli na rowery, by po krótkim etapie w Kongo znów wskoczyć na łódź i przepłynąć do Republiki Środkowej Afryki. Ta wodna przeprawa zaczęła się w miejscowości Bomesa, a skończyła w Lidjombo – dokładnie tym samym odcinkiem musiał podróżować czółnem Nowak.
W Lidjombo, do którego ekipa dotarła po zapadnięciu zmroku, za hotel służył im miejscowy komisariat. Katecheta, gdy dowiedział się, że nietypowi goście przybyli do wioski, zaraz pośpieszył, aby przekazać im list. Okazało się, że polski misjonarz, brat Grzegorz, wiedział o naszej wyprawie i zaprosił nas do swojej misji w oddalonej o 35 kilometrów miejscowości Bayanga.
W drodze nie obyło się, oczywiście, bez prób wyłudzeń pieniędzy ze strony miejscowej żandarmerii i policji. Ci, widząc „mundziu” (czyli „białasów”; słowo powstało od zniekształcenia zwrotu „dzień dobry” po francusku, czyli „bonjour”), za każdym razem wymyślali nowe prawa, które rzekomo łamiemy, lub zasady, których musimy przestrzegać, a wszystko to sprowadzało się do wyłudzenia od nas jak najwięcej miejscowych franków. Trzeba dużo czasu i cierpliwości, by przemierzać środkowoafrykańskie drogi i nie dać się całkiem ogołocić…
W Bayanga, na misji spotkały naszych podróżników prawdziwe luksusy. Bieżąca woda, a więc możliwość wzięcia prysznica oraz przeprania ubrań, i prawdziwy skarb – prąd. Są to udogodnienia rzadko w tym kraju spotykane. Stamtąd też pojechali do parku narodowego Dzanga-Ndoki, gdzie udało im się wytropić rodzinę goryli, a nie jest to łatwe zadanie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Maciej Pastwa