okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> Korowód kabanosów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> podążając za Tour de France


Korowód kabanosów

Magdalena Szymańska
Najważniejsze: znaleźć jak najlepsze miejsce wzdłuż drogi na Tourmalet

A gdyby tak na własne oczy zobaczyć sławny Tour de France? Mamy dziesięć dni, wybieramy zatem przede wszystkim górskie etapy, podczas których cierpienie kolarzy jest najbardziej spektakularne. W Pirenejach nie liczymy wprawdzie na thriller w kolarskim wydaniu, ale nie da się ukryć, że wspinaczka budzi zawsze najwięcej emocji.

Jest lato, lipiec, nie musimy więc zatrzymywać się w hotelach. Licząc na znalezienie miejsc odpowiednich do rozbicia namiotu, pakujemy go do bagażnika. Razem z gumowym prysznicem, prowiantem i rowerami oczywiście. Mamy też mapy i GPS w samochodzie. Niestety, zapominamy o rzeczy dość istotnej, biorąc pod uwagę cel wyprawy – dokładnej trasie wyścigu. Z tego zdamy sobie sprawę dopiero w połowie drogi.
Mniej więcej w odległości 30 kilometrów od Revel zaczynamy zauważać obecność podobnych do nas, maniakalnych fanów kolarstwa. Wszechobecne żółte bransoletki Livestrong Lance’a Armstronga, białe czapeczki Škody i koła rowerowe, dumnie ukazujące swoje krągłości zza tylnych szyb samochodów. To wszystko oznacza, że jesteśmy blisko. A kiedy setki samochodów i białych przyczep kempingowych zaczynają blokować wąskie uliczki mijanych miasteczek i zmuszeni jesteśmy zredukować bieg do pozycji spacerowej, mamy pewność, że dotarliśmy już niemal do celu.
Teraz pozostało tylko znaleźć teren nadający się do rozbicia namiotu. Nie jest to trudne zadanie, bo wszystkie pobliskie trawniki i parki są tu polami namiotowymi. Potrzebny jest jedynie kawałek płaskiej, niezajętej jeszcze powierzchni. Wiele pól jest oznaczonych i nieco lepiej zagospodarowanych – specjalnie dla fanów preferujących porządek i przenośne toalety.
Gdy namiot już się rozbije – tak, niektóre modele robią to niemal same – pędzimy zająć odpowiednie miejsce obserwacyjne, które umożliwi nie tylko swobodne kibicowanie kolarzom, ale i zrobienie paru zdjęć. Dużo przyjemności sprawia obserwowanie kibiców, skupionych przede wszystkim w najbardziej uprzywilejowanych punktach, to znaczy przy zakrętach lub wzdłuż prowadzącej pod górę drogi. Tam możliwe jest przyjrzenie się cyklistom nieco dłużej niż przez kilka sekund.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Magdalena Szymańska