okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> Baszty nad Bobrem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Szwajcaria Lwówecka


Baszty nad Bobrem

Tomasz Dębiec
Pod szczytem Jaglarza trafiam na wyrobisko skalne i fragment ścieżki jak z prawdziwych gór

Wodząc palcem po mapie, zainteresowałem się przedgórzem Sudetów. Obszar, gdzie kończą się niziny, a teren powoli zaczyna się wznosić, ma w sobie coś tajemniczego. Jakbyśmy przekraczali bramę do innego świata.

Zanim wyruszyłem w trasę, omówiłem ze znajomymi mieszkającymi niedaleko Lwówka Śląskiego okoliczne atrakcje. Okazało się, że ze względu na ich nagromadzenie powinienem zostać tu co najmniej kilka dni. Takiego komfortu, niestety, nie miałem.
Postanowiłem zacząć w samym Lwówku. Zaplanowałem trasę w przeważającej części terenową, która jednak nie omija miejscowości, gdzie niemal zawsze jest coś ciekawego do zobaczenia. Jedną z największych atrakcji tego dolnośląskiego miasteczka jest Szwajcaria Lwówecka. To zespół skał piaskowcowych w postaci baszt, ambon, największy w Sudetach poza, oczywiście, Górami Stołowymi. Już przed wojną ten teren był objęty ochroną rezerwatową, obecnie znajduje się w obrębie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru. To idealne miejsce, z którego można zacząć wycieczkę. Szwajcaria Lwówecka znajduje się na skraju miasta, jest tu też wygodny parking, gdzie można zostawić samochód.
Piaskowcowe skały widoczne są nawet z głównej drogi, a pod ich stopami biegnie cienka wstążka równego asfaltu, przeznaczona dla rowerzystów. Po wypakowaniu roweru, stojąc już w pełnym rynsztunku, przed wyruszeniem w trasę lustruję jeszcze mapę. Można pojechać szlakiem rowerowym, oznaczonym symbolami ER-6, który łagodnie omija skalną ścianę, nie zmuszając do nadmiernego wysiłku, albo wspiąć się na płaskowyż Szwajcarii żółtym szlakiem pieszym i cieszyć się terenową jazdą.
Wybieram drugi wariant, bo mam jeszcze spory zapas sił i chęć na terenowe przeprawy. Po kilku minutach wspinaczki wydostaję się na samą górę. Jest stąd ładny widok na leżące w dole miasto. Same skały też cieszą oko fantastycznymi kształtami, jakie zawdzięczają procesom erozyjnym. Powiedzenie „kropla drąży skałę” jest tu jak najbardziej na miejscu i wcale nie ma drugiego dna. Malowniczości terenowi dodaje stary i rozłożysty dąb, który zakorzenił się kilka metrów od krawędzi skalnego płaskowyżu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec