okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> 7/2011 >> Mechanik jak... szewc

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Mechanik jak... szewc

Piotr Ejsmont
 

Każdemu psuje się rower. Z techniki jestem kompletna noga, ale rower jest jedynym urządzeniem, które potrafię rozłożyć na części i z powrotem złożyć. Czasem zmuszony jestem jednak udać się do specjalisty. Kiedyś był to Józef Szafran, mój klubowy mechanik, który w czasach największej biedy wynajdywał spod ziemi niezbędne części do mojej szosówki. Niestety, już nie żyje. Teraz jest nim wulkaniczny Tadzio Mytnik. Jak się rozgada o starych historiach, to człowiek słucha go z zapartym tchem.
Mechanicy rowerowi są w Polsce jak wymierający szewcy. Często ich zakłady przypominają przedwojenne warsztaty, w których wszędzie walają się jakieś części do rowerów. Ci bardziej zamożni łączą warsztat ze sklepem rowerowym. Dbają o porządek i ładny wystrój wnętrza. Często są to byli zawodnicy, którzy nie znaleźli innego sposobu na życie. Ręce mają zawsze czarne od smarów. Patrzą na nasze zdezelowane rowery z wyraźnym politowaniem. Pewnie w myślach sobie mówią: „Mógłbyś sobie chociaż wymyć tego rzęcha, człowieku”. Nie powiedzą tego głośno, bo straciliby klienta. Ich spojrzenie i milczenie jest bardzo wymowne. Może marzą o obsłudze większej liczby pasjonatów, którzy czyszczą każdy kurz ze swoich maszyn. W większości spotykają się jednak z codziennymi profanami rowerów, którzy traktują te maszyny użytkowo, a nie jako przedmiot kultu. Mechanicy są jakby na marginesie rowerowego świata, a przecież bez nich koła nie potoczyłyby się do przodu. Niektóre branżowe czasopisma przypominają sobie o nich, kiedy chcą ich zainteresować sprzedażą swoich periodyków w warsztatach. Inaczej postępuje włoski miesięcznik „Bicisport”. Od wielu lat corocznie organizuje wśród swoich czytelników otwarty plebiscyt na najlepszego w kraju mechanika. Rywalizacja prowadzona jest odrębnie w każdym z regionów oraz w skali krajowej. „Bicisport” poświęca bieżącym notowaniom plebiscytu zawsze po kilka stron. Przeprowadza wywiady i publikuje reportaże o liderach klasyfikacji. Pod koniec roku zwycięzcy premiowani są nagrodami (pula wynosi około dziewięciu tysięcy euro) i reklamowani, jakby co najmniej wygrali Giro d’Italia w kategorii mechaników.
Na koniec historia. Jakieś 50-60 lat temu w zawodowym peletonie funkcjonował francuski mechanik Roland Mignot. Podczas wyścigu Mediolan – San Remo wóz techniczny drużyny złapał gumę. W tym samym momencie radio wyścigu podało, że lider zespołu Holender Albertus Geldermans miał defekt. Mignot długo się nie zastanawiał. Wsiadł na jeden z zapasowych rowerów, drugi, dla kolarza, założył sobie na ramię i ruszył do przodu. Droga była bardzo kręta i nagle mechanik znalazł się naprzeciw jadącej ciężarówki. Wyminęła go o milimetry. Mignot zaznał największego strachu w swoim życiu i już nigdy potem nie wsiadł na rower. Wolał je naprawiać. l

Piotr Ejsmont współpracuje z czasopismami rowerowymi wydawanymi w Belgii, Austrii, Francji czy Holandii, współuczestnicząc w opracowywaniu roczników kolarskich. Ciekawostki ze świata kolarskiego systematycznie przekazuje do kanału Eurosport. Są one przytaczane podczas transmisji z tak zwanych wielkich tourów.
 



Zdjęcie: Barbara Ejsmont
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164