okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> 7/2011 >> Niektórzy szli tu pieszo

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> schronisko Na Stogu Izerskim


Niektórzy szli tu pieszo

Michał Książkiewicz
W tym miejscu niektórzy schodzili z roweru

Góry Izerskie są najbardziej na zachód wysuniętym pasmem Sudetów Zachodnich. Stoki biegnące w kierunku wschodnim przechodzą płynnie w położone za Przełęczą Szklarską pasmo Karkonoszy. Zbocza północne są zaś bardzo strome, gdyż Góry Izerskie opadają kilkusetmetrowym uskokiem na Pogórze Izerskie. 

W efekcie szosy wspinające się na grzbiet od strony północnej charakteryzują się niezwykle wysokimi wartościami nachylenia i dużą różnicą wzniesień. Klasycznym przykładem jest podjazd z Czerniawy do schroniska Na Stogu Izerskim.
Wycieczkę zaczynamy w Czerniawie-Zdroju, w miejscu, gdzie od drogi wojewódzkiej nr 361 odchodzi lokalna droga prowadząca w głąb uzdrowiska. Miejscowość jest bardzo spokojna i wyraźnie odczuwa się jej odizolowanie od głównych tras turystycznych. To uzdrowisko było niegdyś bardzo popularne wśród kuracjuszy. W 1782 roku odkryto tu pierwsze źródła wód mineralnych, a na początku XIX wieku zaczęto je wykorzystywać do celów leczniczych. Pierwszy dom zdrojowy wybudowano w Czerniawie w 1860 roku. Boczne drogi prowadzą do ulokowanych na zboczach obiektów leczniczych, mając jednak na uwadze czekający nas podjazd, lepiej oszczędzać siły i nie opuszczać wąskiej nitki asfaltu, biegnącej dnem doliny. Po 840 metrach skręcamy w lewo i przejeżdżamy mostem nad potokiem, po czym kontynuujemy jazdę w górę drugim brzegiem strumienia. Jest to dość łagodny odcinek z nachyleniem 5-7 procent.
Kiedy drugi raz skręcamy w lewo, sytuacja zmienia się zasadniczo. Przede wszystkim na chwilę znika asfalt, a pojawiają się betonowe płyty. Ten kawałek jest bardzo krótki, ale zapewne wielu szosowców zwątpiło tu w sens dalszej jazdy. Po drugie, raptownie wzrasta nachylenie, osiągając wartość 20 procent. A to jedynie przedsmak tego, co kryje się za kilkoma rzędami drzew. Zaraz bowiem dojeżdżamy do poprzecznej drogi, gdzie po skręcie w prawo czeka nas niecodzienny widok. Szosa przysłowiowo staje dęba, zaczyna się tak ostro wznosić na zbocze, że aż głowę trzeba zadzierać, by zobaczyć, dokąd prowadzi. Przez dwa kilometry nie ujrzymy na altimetrze wartości niższych od 10 procent nachylenia.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Książkiewicz