okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2011 >> 7/2011 >> Żyjemy z turystów. Gdy ich nie ma – giniemy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Tunezja


Żyjemy z turystów. Gdy ich nie ma – giniemy!

Bruno Koper
Nareszcie wolni! Niech żyje wolność!

Kto był bardziej zaskoczony niecodziennym spotkaniem: rower czy czołg? Jeszcze kilka tygodni wcześniej, gdy cisza na islamskich ziemiach kojarzyła się turystom z przyjemnością, porządkiem i gwarancją bezpieczeństwa, nie podejrzewałem, że przyjdzie mi pedałować w innej rzeczywistości niż ta, która jest opisywana w przewodnikach.

Z wykupionym biletem lotniczym w ręku patrzyłem w telewizor, obserwując narastające niepokoje tunezyjskiego społeczeństwa i zamieszki zakończone dość szybko ucieczką prezydenta, który nagle okazał się okrutnym despotą, a jego familię oskarżono o mafijne koneksje. Wydawało się, że niechlubne ustąpienie szefa państwa uspokoi sytuację, ale szybko zorientowałem się, że nie był to zwykły zamach stanu, lecz prawdziwa rewolucja zmierzająca do zerwania z przeszłością i zmiany biegu historii.
Gdy w pierwszych dniach lutego wylądowałem na lotnisku Tunis Carthage, atmosfera była całkiem spokojna, a celnicy wypełniali swoje zadania z należytym namaszczeniem. Ubrane w skromne spódnice ładne Arabki o ognistych oczach spacerowały, stukając wysokimi obcasami w marmurową posadzkę nowego terminalu. Panował spokój, a stłumione echa ogromnej, pustej przestrzeni holu brzmiały jak w katedralnej nawie. Nie podejrzewałem, że około dziesięciu kilometrów stąd, w centrum Tunisu, rozgrzana ulica wzniecała zamieszki, strajki i demonstracje.
Był to jeden z pierwszych lotów Tunisair od ich zawieszenia i pasażerów było niewielu. Dziwne to uczucie: lecieć w połowie pustym, ogromnym samolotem, w którym byłem chyba jedynym Europejczykiem. Nie bardzo mogłem się doczytać w oczach sąsiadów, czy uważali mnie za bohatera, czy za szaleńca. Wszyscy moi znajomi we Francji mówili, że jestem nieodpowiedzialnym facetem, który w najlepszym wypadku jedzie szukać guza. Podobne uwagi słyszałem na każdym kroku podczas dwutygodniowej wycieczki po Tunezji.
Na miejscu opinie były skrajnie sprzeczne: „Dobrze, że Pan tu jest, potrzebujemy turystów i tych wszystkich, którzy przez swoją obecność świadczą o zaufaniu dla zachodzących przemian” – mówili jedni. „Na Pana miejscu zostałbym w domu, za duże jest ryzyko, by pedałować po wulkanie” – radzili drudzy.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Bruno Koper
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164