okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2011 >> Maksymalny plan dla minikarawany

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> Mazury


Maksymalny plan dla minikarawany

Grzegorz Koczubaj
Na rowerach z dziećmi najbezpieczniej poruszać się po lokalnych, mało ruchliwych drogach

Z trójką dzieci, trzema rowerami i przyczepką oraz z pozostałymi bagażami tata, kapitan wyprawy, zdany jest tylko na siebie i PKP. Nasza mazurska wyprawa została zaplanowana na 14 dni, ale asekuracyjnie wziąłem w pracy trzy tygodnie urlopu. Kondycyjnie byliśmy przygotowani, odpowiednio wyposażeni i mieliśmy dokładny plan. A jak wiadomo, plan jest po to,
by się go nie trzymać.


Przy organizowaniu tej wyprawy nic mnie tak nie przerażało, jak obawa o dojazd tam i z powrotem pociągiem. I jeszcze to, by nie przytrafiła nam się żadna choroba czy poważna awaria. O resztę byłem spokojny, choć była to nasza pierwsza rodzinna wycieczka.
Po południu wysiadamy na dworcu w Olsztynie. Około pół godziny zajmuje nam objuczenie rowerów sakwami, złożenie przyczepki i przymocowanie jej do roweru.
Aby przyczepka, w której podróżuje pięcioletni Tymek, namiot, jego śpiwór i prowiant, była lepiej widoczna, jeszcze w domu zrobiłem pomarańczową, trójkątną chorągiewkę z drogowskazem „Jelenia Góra”. Zatknięta przy przyczepce na klonowej, długiej gałęzi powiewa na wietrze.
Każde dziecko wiezie na rowerze swój bagaż. Dziesięcioletnia Maja przewozi trzyczęściową sakwę, do tego śpiwór i karimatę. Ośmioletni Filip ma nieduży bagażnik montowany do sztycy podsiodłowej, w sakwie wiezie też zestaw kuchenny i różne drobiazgi, a na wierzchu śpiwór i karimatę.
Po drodze z Olsztyna robimy jeszcze zakupy, a potem pierwsze dziesięć kilometrów eskapady. Pogoda nie jest najlepsza – ochłodziło się i zachmurzyło. Po tak długiej podróży pociągiem nie chcę męczyć dzieciaków dłuższym dystansem, tym bardziej że zbliża się godzina 19.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Grzegorz Koczubaj