okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2011 >> Nie szukaj problemów, tylko pedałuj!

poradniki

Nie kuś złodzieja!

Stopień wykrywalności skradzionych rowerów jest niestety niski. Gdy nasz jednoślad zniknie, szanse na jego odzyskanie są raczej marne.... »

Na szlaku >> wzdłuż wschodniej granicy


Nie szukaj problemów, tylko pedałuj!

Marek Miłoszewski
Stara Plebania w Puńsku. Niestety zamknięte na głucho

Kiedy jakiś czas temu zaczynaliśmy naszą wyprawę dookoła Polski, Mateusz nie miał jeszcze ośmiu lat. Całość podzieliliśmy na krótsze etapy (Wybrzeże i zachodnią granicę mamy już za sobą), teraz chcieliśmy przejechać wzdłuż ściany wschodniej…

Ruszamy z Kętrzyna w województwie warmińsko-mazurskim. Za sobą mamy 10 godzin w pociągu, z krótką przerwą na nocleg w Olsztynie. Pierwszy punkt to Wilczy Szaniec, wojenna kwatera Adolfa Hitlera. Mimo że zniszczony przez Niemców przed ich wycofaniem, a dziś mocno zarośnięty, nadal robi ogromne wrażenie. Rezygnujemy z przewodnika – Mateusz był tu kiedyś z kolonią i z wielkim znawstwem oprowadza mnie po bunkrach.

Wczesnym popołudniem okazuje się, że podróż pociągiem i upał dają o sobie znać. Dopada nas mały kryzys. Mateusz nie chce jednak słyszeć o rezygnacji z kąpieli w jeziorze Gołdap na granicy polsko-rosyjskiej. Kiedy późnym wieczorem znajdujemy pole namiotowe tuż przy plaży nad jeziorem, chce popłynąć wpław do Rosji i sprawdzić, czy granica jest zaznaczona na dnie.
W Pluszkiejmach spotykamy dwoje piechurów. Okazuje się, że jeden z nich to Wojciech Różycki, który – tu robimy wielkie oczy – w 2007 roku obszedł Polskę dookoła. Na nogach. Chwilę rozmawiamy. Pan Wojciech poleca nam wizytę nie tylko przy słynnych wiaduktach w Stańczykach, ale także wcześniej, w Kiejpociach. Zjeżdżamy więc z asfaltu i żwirową drogą jedziemy pod przepiękny, stary most kolejowy. Zostawiamy rowery i z mozołem wspinamy się na stromy nasyp. Całodzienne pedałowanie to fraszka w porównaniu ze stromym zboczem, ale widok z góry wart jest tego wysiłku.
Przed Wiżajnami dojeżdżamy do trójstyku granic Polski, Litwy i Rosji. Mateusz biega wokół obelisku wyznaczającego (tak przynajmniej myślę) dokładnie miejsce styku granic, podróżując – bez wizy – po trzech krajach. Przyzwyczajony do otwartej granicy koło Szczecina, jest bardzo zdziwiony zasiekami na granicy z Rosją.
Krajobraz zaczyna przypominać Podhale. Czyżbyśmy się zagubili? Przecież Podlasie powinno być płaskie. Rzut oka na mapę wyjaśnia – to Góry Sudawskie. Zaliczamy kilka stromych podjazdów, po których młodsza, mniej rozważna, część naszej ekipy ustanawia kolejne życiowe rekordy prędkości na zjazdach.
Wysyłamy pocztówkę do mamy Mateusza. Syn szeroko otwiera oczy ze zdziwienia, kiedy na poczcie w Puńsku słyszy rozmowę w języku litewskim. – Tata, a my jeszcze w Polsce jesteśmy? Tak, to ciągle Polska, ale w Puńsku większość mieszkańców to Litwini. Dlatego słyszymy język litewski na poczcie, w sklepie i w kościele. O bliskości granicy przypominają dwujęzyczne szyldy sklepowe i tablice z nazwami miejscowości.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Miłoszewski