okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2011 >> Przez Kolorado bez wpisowego

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Paweł Kudela


Przez Kolorado bez wpisowego

Z Pawłem Kudelą, jedynym Polakiem, który przejechał legendarny Colorado Trail Race, rozmawia Jakub Terakowski
W drodze na szczyt Coney Summit brakowało tchu z powodu widoków i...rozrzedzonego powietrza

Ten rajd ma zwycięzców, ale na najlepszych nikt na mecie nie czeka, nie ma błysku fleszy i świateł kamer. Nie ma też nagród, ale i… wpisowego.  Zwycięzcą jest każdy, kto pokona 800-kilometrową trasę przez Góry Skaliste.

Jesteś jedynym Polakiem, któremu udało się pokonać całą trasę wyścigu Colorado Trail Race.

– Owszem, choć nie bycie pierwszym i jedynym było moim celem. Raczej chęć sprawdzenia siebie, pobycie samemu ze sobą, ale nie podczas tradycyjnie pojmowanej wyprawy rowerowej, kiedy mógłbym w każdej chwili zrobić sobie przerwę, pobyć gdzieś dłużej. Chciałem poczuć ten przymus, że jednak muszę jechać dalej, mimo zmęczenia, i że trzeba się liczyć z naturą.

Brzmi jak deklaracja zapracowanego yuppie, który musi zresetować umysł i naładować akumulatory, aby móc na powrót założyć krawat.

– Aż tak źle ze mną nie jest (śmiech), choć praca, którą wykonuję, nie należy do łatwych. Na co dzień zajmuję się opracowywaniem metod wykrywania uszkodzeń w konstrukcjach za pomocą zjawiska rozprzestrzeniania się fal sprężystych. Rower jest więc dla mnie odskocznią od pracy naukowej. Jeżdżę dużo i intensywnie, więc pomimo wielu godzin, które spędzam przy komputerze, mogłem spróbować stawić czoło wyzwaniu. Do Stanów Zjednoczonych poleciałem w sierpniu ubiegłego roku. Moja wyprawa składała się z dwóch części: pierwszą połowę stanowiła właśnie trasa CTR, drugą przeznaczyłem na turystyczny powrót łatwiejszymi drogami.

A którędy prowadzi CTR?

– Zaczyna się w Denver, kończy w Durango. Trasa ma prawie 800 kilometrów długości, wiedzie przez Góry Skaliste, wyprowadzając na duże wysokości, w maksymalnym punkcie przekracza 4000 metrów n.p.m. Na najtrudniejszym, 300-kilometrowym, odcinku nie można się zaopatrzyć w żywność i trzeba to zawczasu przewidzieć. Aż trudno uwierzyć, że to USA, gdzie przecież – zgodnie ze stereotypami – supermarket stoi na każdym rogu ulicy. Przygoda zaczęła się dla mnie pechowo, bo z całego roweru, który zabrałem do samolotu, na miejsce dotarły ze mną tylko koła... Trzy dni oczekiwania na resztę pojazdu spędziłem w mieście Castle Rock, przeznaczając ten czas na aklimatyzację i przyzwyczajanie organizmu do wysokości. Na start zdążyłem w ostatniej chwili. Wyruszyliśmy z leśnego parkingu, gdzieś w środku niczego.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Paweł Kudela