okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2011 >>

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap XVII


Janusz Adamski
Wioska nad Kasai

„W końcu moja [Maryś] zjawiła się nieoczekiwanie na ślubie królewny Kasai z królewiczem Kongo. Cóż to było za wesele! Słońce sypie brylantami na rozharcowany weselnym tańcem błękit wody Konga. Orkiestra potężnych fal gra wspaniały monstre koncert, a wiry wodne prowadzą zawrotną polkę. [Maryś], odtańczywszy menueta na tym królewskim weselu, wpłynęła dumnie… w tempie marszowym do przystani Kwamouth, w spokojnej wodzie odzwierciedlił się po raz pierwszy Orzeł Biały”.

Tak Kazimierz Nowak pisał w rozdziale „Łodzią na ślub Kasai z Kongiem” w książce „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”. Barwnie odmalował miejsca, do których dopłynął swoją łodzią nazwaną od imienia żony „Maryś”. My też tam dotarliśmy.
Kiedy pół roku temu postanowiliśmy się zmierzyć z organizacją wyjątkowo nierowerowej, a rzecznej wyprawy do Konga, już po kilkunastu dniach okazało się, że wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż wstępnie zakładaliśmy. Pierwsze problemy pojawiły się już podczas próby zakupu środka transportu. Ech, jakże tęskniłem do naszych wspaniałych, sztafetowych jednośladów. Na jednym z nich bez większych problemów przejechałem etap VI z Ugandy do Rwandy. Jednak, jako że wiernie odtwarzamy trasę legendarnego podróżnika, na rowery wsiądą dopiero nasi zmiennicy. Nam pozostały pirogi.
Wbrew pozorom największe trudności sprawiło nam nabycie typowej, afrykańskiej łodzi, bo nikt w Kongo nie chciał pośredniczyć w takiej transakcji, a pomysł jej zakupu po przyjeździe także nie wchodził w rachubę. Kazik musiał mieć łatwiej lub po prostu miał większy niż my dar przekonywania i zjednywania sobie ludzi.
Obawiałem się, że w obliczu konieczności zakupu, cena za dużą pirogę mogłaby sięgnąć nawet kilku tysięcy dolarów. Małe kilkuosobowe łódki występują w dużym zagęszczeniu i byłyby na pewno dużo tańsze, jednak my potrzebowalibyśmy co najmniej dziesięciometrowej, aby wygodnie zmieścić cały ekwipunek. W końcu zdecydowaliśmy się na kajaki, co w kontekście późniejszych wydarzeń okazało się strzałem w dziesiątkę. Zaletą tego rozwiązania była przede wszystkim pełna gotowość do rozpoczęcia działań od razu po przybyciu na miejsce oraz duża mobilność podczas transportu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Janusz Adamski