okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2011 >> Jazda po szachownicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Irlandia. Inis Oírr i Klify Moheru


Jazda po szachownicy

Ewa Popławska, Bartosz Brzuzan
Na południowej stronie wyspy jedyną budowlą jest latarnia morska

Inis Oírr to najmniejsza z trzech należących do Irlandii wysp Aran. Mimo że długość linii brzegowej wynosi zaledwie dziesięć kilometrów, sieć dróg i ścieżek tworzy tu labirynt. Rower wydaje się być stworzony do ich pokonania. Wyspa stanowi też doskonałą bazę wypadową na Klify Moheru. A tych już nikomu przedstawiać nie trzeba.

Na Inis Oírr trafiłam podczas wakacyjnych poszukiwań pracy. Początkowo mieszkałam w Galway na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Na ogłoszenie, w którym reklamowałam się jako wybitna specjalistka w kelnerowaniu, sprzedawaniu i sprzątaniu, odpowiedziała starsza pani. Przedstawiła się jako Ana. Dowiedziałam się, że prowadzi mały hotel, potrzebuje pomocy przez cały sezon i zaprasza mnie następnego dnia na spotkanie. Oczywiście, jeżeli zdążę rano złapać prom na wysepkę. Jak już tam dotrę, mam iść do sklepu i zapytać o Rory’ego.
Prom odpływał z oddalonej o 50 kilometrów od Galway wioski Rossaveal do Lurgain, jedynej osady na wyspie. Doczytałam też w przewodniku, że płynę na najmniejszą z wysp Aran, a jej nazwę Inis Oírr tłumaczy się jako Wyspa Wschodnia. Kilka zdjęć i opis miejsca urzekły mnie na tyle, iż stwierdziłam, że obojętnie, jak rozwinie się sytuacja z zatrudnieniem, i tak warto tam pojechać. Kiedy po półtoragodzinnym rejsie znalazłam się na miejscu, do sklepu dojechałam na traktorze. Akurat takim pojazdem poruszał się pan, który zaproponował mi podwiezienie. Ponieważ na Inis Oírr jest tylko jeden sklep, bez problemu odnalazłam w nim Rory’ego. Pracę też dostałam, a w kolejnym sezonie udostępniono mi nawet domek nad oceanem, gdzie odwiedzali mnie znajomi. Kiedy wróciłam po raz trzeci, na tygodniowy urlop przyjechał  Bartek i tu zaczyna się właściwa opowieść. Cóż, jeśli tylko będziecie kiedyś w Irlandii, nie pomińcie tych miejsc w planie podróży.
Wyspa o powierzchni niespełna sześciu kilometrów kwadratowych zachwyca spokojem i malowniczym krajobrazem: bezmiarem oceanu, którego fale rozbijają się o kamienisty brzeg, delikatnie pofałdowanym terenem, pokrytym soczyście zieloną trawą. Mieszkańcy przez wieki ustawiali tu kamienne murki.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Bartosz Brzuzan