okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2011 >> 5/2011 >> Dziś już nie muszę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Dziś już nie muszę

Ryszard Szurkowski
 

Magia ścigania się na rowerze, nie niespiesznego celebrowania kilometrów i smakowania mijanych okolic… Skąd się bierze, kogo czaruje? Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie… Wielokrotnie, nie tylko w języku polskim, pytano mnie o to w trakcie mojej kariery, wyczynowego sportowca, która trwała 20 lat, jak i po jej zakończeniu.

By się ścigać, by rywalizować z innymi, by zwyciężać, by triumfować przez długie lata, by magia i nałóg przyjeżdżania jako pierwszy zawodnik na linię mety była czymś trwałym – musi być spełnionych kilka warunków.
Po pierwsze, trzeba w ogóle siąść na rower. Trzeba przejechać jakiś dystans, na początek może to być kilka lub kilkanaście kilometrów. I kiedy po takich pierwszych przejażdżkach będziemy odczuwali radość i przyjemność z jazdy, jest więcej niż pewne, że zapragniemy znów to powtórzyć. I wówczas już myśli się o tym, by tych jazd było więcej, a często by były one coraz szybsze. Ten pierwszy próg jest jeszcze bezwysiłkowy. Ale już wiemy, że trzeba przygotować rower do jazdy, samemu się odpowiednio ubrać.
Próg drugi w przybliżaniu się do ścigania na rowerze pokonujemy w społecznej przestrzeni. Trzeba poznać ludzi, którzy już rywalizowali. Ich opowieści mogą nas inspirować, zachęcać do tego, by pokonywać dłuższe trasy. Wchodzimy w rytm rozmów, coraz szybszych jazd, zaczynamy sięgać po specjalistyczne pisma o rowerach, o wyścigach, o kolarzach, o różnych formach cyklizmu wreszcie.
Jeździmy, pedałujemy, męczymy się, ale po przejechaniu jakiegoś dystansu czujemy radość z samej jazdy.
I rodzi się w nas potrzeba uczestnictwa w sportowej rywalizacji. Na początek mogą to być wyścigi amatorskie, gdzieś podczas miejskiego festynu. Później chcemy, by numer startowy zdobił już częściej nasz rower. I to zaczyna wciągać. I choć za pierwszym razem może nie byliśmy pierwsi, myślimy już o tym, że następnym razem może być lepiej. Musi być lepiej, gdy systematyczność treningu jest utrzymywana. Gdy będzie lepsze miejsce na mecie, chce się być jeszcze lepszym. Chce się wygrywać. Chce się rywalizować z tymi, których poznaliśmy w międzyczasie. Porównujemy się z tymi, z którymi niedawno jeszcze przegraliśmy. To także lepsze i szybsze zmaganie się z trasami, podjazdami.
I kiedy tak wydłużamy swoje trasy, intensyfikujemy swoje treningi – staramy się myśleć o lepszym rowerze, o lepszym stroju. I o wygranej. Ja tę drogę pokonałem.
Kolarstwo uprawiałem przez 20 lat. Wygrałem 350 wyścigów, 700 razy stałem na podium. Byłem mistrzem świata, cztery razy triumfowałem w Wyścigu Pokoju, jestem też medalistą olimpijskim. Przeżywałem kolarstwo w sposób najbardziej z możliwych intensywny. Nałóg zwyciężania, jaki się we mnie wykształcił, zmuszał do ciężkich, morderczych treningów i solidnych przygotowań. Radość wygrywania na całym świecie była jednak ogromna. I nie do kupienia za żadne pieniądze.
Teraz jestem kolarskim mastersem. Ścigam się okazjonalnie, jak przed rokiem w Tour de Pologne dla Amatorów. W tym roku skorzystam z zaproszenia Czesława Langa. Lubię się spotykać z dawnymi kolegami – Jankiem Brzeźnym, Zbyszkiem Krzeszowcem, Januszem Kowalskim. Rywalizujemy, ale już z przymrużeniem oka, i nie na całego, jak w dawnych latach, gdy byłem reprezentantem Polski.
Mam syna. Wiktor ma 17 lat i dobrze się uczy. Zna moją sportową przeszłość na wyrywki, ale nie ciągnie go do uprawiania kolarstwa. Pedałujemy na swych rowerach trzy kilometry na kort i z powrotem. Jemu to wystarcza, a ja mam nadal radość z jazdy na rowerze. 700 razy stałem na podium, dziś już nie muszę.

Ryszard Szurkowski – polski kolarz szosowy, najbardziej znany ze zdominowania przez kilka lat z rzędu Wyścigu Pokoju, kilkakrotny mistrz Polski i mistrz świata amatorów. Działacz sportowy, były prezes Polskiego Związku Kolarskiego. W tym roku ukończył 65 lat.