okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2011 >> 5/2011 >> Warto było, pielgrzymie!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> z Raciborza do Rzymu


Warto było, pielgrzymie!

Radosław Łacek
Przy bazylice w Asyżu

Spodziewałem się mocnego słońca, długich i ciężkich podjazdów, widoków zapierających dech w piersiach. Nie sądziłem, że spotkam się z tak wielką otwartością ludzi, którzy musieli w jednej chwili zdecydować, czy pod swój dach wpuszczą obcego człowieka. I to samotnie pielgrzymującego rowerem z Raciborza do Rzymu.

W seminarium duchownym czas wolny trzeba umiejętnie zagospodarować. Jak nic nagłego nie wypadnie, udaje się trzy razy w tygodniu wsiąść na rower. Dochodzi praca z mapą i obliczanie kilometrów. Pojawili się ludzie, którym mój pomysł spodobał się i zaoferowali pomoc. Jeden z braci kleryków zaproponował, żeby i inni się o tym dowiedzieli. Radio? Warto spróbować. No i wyszło. – Będziesz nam zdawał relacje na żywo – usłyszałem od dziennikarzy. 
Brakowało tylko przygotowania w terenie. Jeszcze dwa tygodnie przed wyjazdem razem z kolegą przejechaliśmy na rowerach całe Pomorze od Gdańska do Świnoujścia.
Racibórz, z którego pochodzę, leży bardzo blisko granicy z Czechami. Rower po przeglądzie, przyczepka z pełnymi sakwami gotowa do zapięcia, baterie do aparatu naładowane. Wszystko czekało, aż wrócę z porannej mszy. Po pożegnaniu z rodzicami pojechałem jeszcze pod kościół, gdzie szczęśliwej podróży życzyli mi parafianie z proboszczem. Po niecałej godzinie jestem już za granicą. Pogoda płata figle. Deszcz łapie mnie już koło południa. Czasem muszę się chować pod zadaszeniami przy przystankach lub przed sklepami.
Celem pierwszego dnia jest Ołomuniec. Zwiedzanie idzie mi o wiele szybciej, niż przypuszczałem. Moja szosówka dzielnie walczy z brukowanymi uliczkami starego miasta, ale warto zobaczyć na przykład katedrę św. Wacława, ratusz z XIII wieku czy Kolumnę Trójcy Przenajświętszej. Mam jeszcze trochę czasu, więc jadę do miejscowości Dub nad Moravou. Tam proboszczem jest ksiądz spod Opola.
Kolejnego dnia, jak to w Czechach, nie brakuje błądzenia. Odwiedzam Muzeum Lotnictwa w Vyškovie. Sprawnie omijam Brno i wieczorem docieram do Znojma. Wiozę ze sobą namiot, ale jeszcze przed wyjazdem obiecałem sobie, że najpierw będę szukał noclegów u ludzi, w klasztorach i przy kościołach. Dominikanka, z którą rozmawiałem po drodze, nie mogła uwierzyć, że pedałuję do Rzymu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Radosław Łacek