okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2011 >> Znalezione - (nie)kradzione

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Poradniki >> biura rzeczy znalezionych


Znalezione - (nie)kradzione

Marek Rokita
W warszawskim biurze rzeczy znalezionych takich magazynów z rowerami jest kilka

Mniej więcej rok temu serwisy informacyjne podały wiadomość, że pewien Anglik zgubił auto. Firma ubezpieczeniowa początkowo nie chciała uznać, że samochód jest czymś, co można zgubić, ale w obliczu orzeczenia niezawisłego sądu nie miała wyjścia. Ten bowiem jednoznacznie orzekł, że samochód można zgubić. Cóż zatem powiedzieć o rowerze?

Na ubezpieczenie nie ma szans, ale skoro można go zgubić, to może i jego znalezienie jest możliwe? Wydaje się, że właściciele jednośladów nie wierzą w taki scenariusz. Poniekąd mają rację, lecz setki, a prawdopodobnie tysiące bicykli, zalegających w magazynach rzeczy znalezionych w całej Polsce, zdają się zdawać sprawę z czego innego. A są to różne pojazdy. Od zdezelowanych, nienadających się do ruchu wraków, do niemal nowych, w pełni sprawnych. Przyprowadzają je do biur głównie policjanci i strażnicy miejscy, czasami osoby prywatne, które w przeciwieństwie do funkcjonariuszy służb mundurowych mają prawo domagać się nagrody w wysokości 10 procent wartości znalezionego przedmiotu.
Biuro rzeczy znalezionych znajduje się w każdym powiecie i w każdym mieście na prawie powiatu. Czasami jest to osobne stanowisko, częściej zajmuje się tym jeden z wydziałów starostwa bądź urzędu miasta. Poza tym biura istnieją przy zakładach transportu miejskiego, dyrekcjach PKP i innych przedsiębiorstwach komunikacyjnych. W sumie w Polsce jest ich ponad 500. W większych miastach funkcjonuje nawet po pięć takich instytucji! Rowery trudno znaleźć w biurach prowadzonych przez MPK czy PKS, ale w tych podlegających samorządom jest ich całkiem sporo. Tam bowiem trafiają rowery znalezione w przestrzeni publicznej – na ulicach, w parkach, lasach, skwerach.

Jak zgubić rower?

Wydaje się, że nie jest to łatwe. Oczywiście może pomóc alkohol (jak wspomnianemu wyżej Anglikowi) bądź wyjątkowe roztargnienie. Zgubienie roweru jest jednak rzadkością. Piwniczne magazyny naszych urzędów miast i starostw powiatowych wypełnione są przede wszystkim bicyklami porzuconymi – przez właścicieli, ale także złodziei. Ci ostatni czasem kradną tylko po to, by się przejechać, a czasem ich łupem padają rowery o niskiej wartości, których jednak nie odprowadzają już na miejsce dokonanego czynu. Zdarzają się jednakże przypadki ewidentnej zguby. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w biurze rzeczy znalezionych PKP Intercity w Warszawie znajduje się rower znaleziony w pociągu tej spółki? Oczywiście, nikt po niego się nie zgłasza. Dlaczego? Chyba po prostu nie wierzymy, że ktoś mógłby oddać rower do biura, a nie przywłaszczyć sobie. Efektem braku wiary w uczciwość znalazców są pełne magazyny w biurach rzeczy znalezionych.

Tako rzecze Cyrankiewicz

Biura rzeczy znalezionych funkcjonują na podstawie kilku aktów prawnych. Obok Kodeksu Cywilnego są to przede wszystkim rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 14 czerwca 1966 roku w sprawie rzeczy znalezionych (z późniejszymi zmianami, które jednak w niewielkim stopniu zmieniły przepisy podpisane przez Józefa Cyrankiewicza) oraz ustawa z dnia 18 października 2006 roku o likwidacji niepodjętych depozytów. Ponadto biura posiadają własne regulaminy, które regulują kwestie szczegółowe. Odnosząc przepisy prawne do rowerów, możemy uznać, że jednoślady znajdujące się w biurach rzeczy znalezionych muszą spełniać kilka warunków. Po pierwsze, ich właściciel jest nieznany. Po drugie, rower przedstawia jakąś wartość, gdyż przedmioty bezwartościowe nie są przyjmowane przez biura. Po trzecie, nie został on porzucony z zamierzeniem pozbycia się go, co oczywiście nie zawsze jest łatwe do ustalenia. Wreszcie, po czwarte, rower nie może być przedmiotem postępowania policyjnego bądź sądowego. Przepisy przepisami, ale ich realizacja napotyka na trudności. Dawniej rzeczy przechowywano przez trzy lata, po czym instytucja je przechowująca mogła przekazać je na przykład opiece społecznej. Dziś organem, który może orzec o przepadku mienia, jest tylko sąd. Formalnie wygląda to tak, że po upływie dwóch lat od dostarczenia przedmiotu do biura przechodzi on na własność skarbu państwa, reprezentowanego przez naczelnika właściwego urzędu skarbowego. Nie dzieje się to jednak automatycznie, lecz na mocy decyzji sądu na wniosek urzędu prowadzącego biuro. Po przejściu na własność skarbu państwa rower mógłby być zlicytowany lub skasowany, lecz praktyka pokazuje, że ani sądy, ani urzędy skarbowe nie kwapią się, by wypełnić procedurę. Jest to też efekt luki prawnej i wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że kwestię przepadku mienia musi regulować ustawa, nie zaś rozporządzenie. Kierownicy biur rzeczy znalezionych skarżą się, że przepis jest martwy, a magazyny pękają przez to w szwach. Na stronach internetowych biur znajdziemy informację, że po upływie dwóch lub trzech lat zdeponowane przedmioty przechodzą na własność państwa, ale w rzeczywistości znajdują się tam rzeczy przyniesione kilka, a nawet kilkanaście lat temu. Na przykład w Toruniu najstarsze rowery mają siedem lat, w Warszawie dziesięć, a w Krakowie aż 13. Nie trzeba więc wychodzić z założenia, że naszego roweru już tam nie ma, bo nawet jeśli był, został zlicytowany.

Zdjęcie: Marek Rokita

1  2  3  następna »


skomentuj ten artykuł