okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2011 >> Polskie stoły, czeskie ściany

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Góry Stołowe


Polskie stoły, czeskie ściany

Marek Rokita
Najokazalsza skała w Adrszpachu, którą można oglądać z rowerowego siodełka, i tak należy do najmniej spektakularnych

Góry Stołowe to nie mekka dla rowerzystów. Szczeliniec, Błędne czy Adrszpasko-Teplickie Skały są zamknięte dla jednośladów. Na pociechę zostaje Droga Stu Zakrętów, Hvězda i wiele innych zakamarków – zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie granicy. Bo Góry Stołowe, wbrew temu, co wielu z nas sądzi, to nie tylko grupa skał wokół Karłowa.

Dzień zaczął się dopiero o godzinie 11. O tej porze przybyłem do Polic nad Metují, które z pełną świadomością wybrałem na punkt wypadowy w Góry Stołowe. Kameralne, centralnie położone miasteczko idealnie się na niego nadaje, więc pierwszym akcentem mojej wizyty były odwiedziny w punkcie informacji turystycznej. Wyszedłem stamtąd z garścią adresów pensjonatów, hoteli i schronisk w przystępnych cenach, a sądząc, że sprawa noclegu została rozstrzygnięta, od razu wsiadłem na rower. Chaotyczny był pierwszy dzień eskapady. Po ujechaniu dwóch kilometrów łakomie rzuciłem się na pierwszy podjazd prowadzący na samotny masyw Ostaš. Dwa kilometry pokaźnej stromizny tylko pobudziły mój apetyt. Jednak pod szczytem okazało się, że dalsza droga na szczyt na dwóch kółkach jest niemożliwa. Jechałem w tłumku piechurów po korzeniach i kamieniach, lecz zamiast – jak oni – zjechać szlakiem obok Kocich Skał, wybrałem drogę –  mogłoby się wydawać – szerszą i gładszą, która jednak wkrótce pokazała swe prawdziwe oblicze. Efekt był taki, że wylądowałem niemal w miejscu wyjazdu.
Ostaš przejechałem więc byle jak i nie pocieszyły mnie nawet niebanalnej urody krzyże przydrożne, które przy okazji minąłem. Główną atrakcją dnia miały być jednak skalne miasta, będące niewątpliwie najmocniejszym magnesem przyciągającym turystów do czeskiej części Gór Stołowych. Co prawda – po odwiedzeniu jednego z nich przed dwoma laty – wiedziałem, że są niedostępne dla rowerów, ale i tak miałem zamiar sprawdzić, ile, mimo wszystko, można na bicyklu zobaczyć. Zanim wjechałem więc do Teplic nad Metují, skręciłem w lewo i rozpocząłem wspinaczkę do miejscowości Skály, w której według mapy miał się znajdować zrujnowany zamek.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita