okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2011 >> W królestwie Pippi Langstrumpf

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Gotlandia i Fårö


W królestwie Pippi Langstrumpf

Mirosław Pieprzycki
Gamlehamn, pocztówkowy bohater Fårö

Przed nami szwedzkie wyspy: Gotlandia i Fårö. Pierwsze skojarzenia: jedziemy na filmowe plenery szwedzkiego kina. Fårö to ukochana wyspa Ingmara Bergmana, Gotlandia – królestwo rudowłosej Pippi Langstrumpf.

Pobudka o godzinie drugiej w nocy byłaby prawdziwym koszmarem, ale w perspektywie rozpoczynającej się przygody wywołuje zupełnie inne emocje. Bagaże spakowane już kilka dni wcześniej, w tym nowy zestaw sakw. To dla żony Beaty – niech nareszcie wygląda jak prawdziwa sakwiarka. Marcin odziedziczył sakwy mamy i też czuje się dowartościowany. Dla dziesięciolatka to już szósta wakacyjna przygoda z rowerem, w tym czwarta samodzielna. Jako jedyni rowerzyści na promie, w towarzystwie motocyklistów, wyruszamy w kierunku szwedzkiego portu Nynäshamn. Z widokiem na Westerplatte i stoczniowe dźwigi opuszczamy Gdańsk.
Marcin do późnych godzin wieczornych zajmuje się poznawaniem tajemnic promu. Wraz z innymi uczestnikami rejsu pisze list do kapitana z prośbą o możliwość złożenia wizyty na kapitańskim mostku. Prośba zastaje rozpatrzona pozytywnie. Około południa widać brzegi Szwecji z okolicznymi wyspami. Cumujemy, jeszcze tylko obiecana wizyta. Dzieci mają okazję pokręcić kołem sterowym i uruchomić sygnał promowej syreny.
Jeszcze tylko kilka godzin oczekiwania na rejs na Gotlandię i prosto z terminala pedałujemy na zaplanowany w domu, pierwszy biwak – łąkę przy parkingu dla kamperów. Po drodze mamy pecha, łapię pierwszą gumę. A może to na szczęście? Na wspomnianej łące stoi kamienny budynek, a w nim czyściutkie toalety, z pełnym węzłem sanitarnym oraz zimną i ciepłą wodą. Choć to i tak biwak praktycznie na dziko. Na Gotlandii można się rozbijać, gdzie dusza zapragnie, z wyjątkiem gospodarstw prywatnych, w których wypada poprosić właściciela o zgodę.
Wyjeżdżamy do Visby. W punkcie informacji turystycznej kupujemy dokładną mapę wyspy, a w sklepie flagę Gotlandii. Mocujemy ją na rowerze Marcina. Dziś zamierzamy wyruszyć na północ, skąd bliżej do Fårö. Na przeszkodzie tym planom staje nawałnica. Po przeczekaniu największych opadów kierujemy się na prowadzący dookoła Gotlandii szlak rowerowy Gotlandsleden.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Mirosław Pieprzycki