okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2011 >> 4/2011 >> Herbaciane pola Batumi

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Wyprawa numeru >> z Polski do Gruzji


Herbaciane pola Batumi

Andrzej Zadworny
Na platformie widokowej z widokiem na Czarcią Dolinę, pomiędzy miejscowością Gudauri a Przełęczą Krzyżową

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że dotarcie do tak odległego, skrywającego wiele fascynujących miejsc kraju jest czymś nierealnym. Jednak z każdym kolejnym rowerowym wyjazdem, kiedy zbierałem doświadczenia, marzenie to zaczęło nabierać realnych kształtów.

Gruzja. Kraj, do którego sięgają korzenie chrześcijańskiej Europy, a który nieustannie zmaga się z konfliktami zbrojnymi. Przyczyną ostatniego jest samozwańcze oderwanie się autonomicznych republik Abchazji i Osetii Południowej oraz Adżarii. W dwóch pierwszych silne wpływy, zarówno polityczne, jak i wojskowe, ma Rosja, ostatnią wciąż kontroluje. Mimo to kraj jest otwarty na przybysza, a wyobrażenie o czyhającym na każdym kroku niebezpieczeństwie to jeden z wielu stereotypów. W Gruzji infrastruktura turystyczna dopiero zaczyna kiełkować, ale jeśli tylko chcemy, zawsze znajdziemy pomoc. Przychylność ze strony Gruzinów nie ma sobie równej. A bezpośredni kontakt z niezwykłą przyrodą, krajobrazami Kaukazu, zabytkami z pierwszego tysiąclecia naszej ery warte były pokonania długiej drogi rowerem.
Do celu postanawiam dojechać wyłącznie na dwóch kołach. Już sama trasa okazuje się przygodą. Wyprawę zaczynam w Przemyślu. Zaraz po wyjściu z pociągu pedałuję do przejścia granicznego z Ukrainą, gdzie na przybysza czeka nieśmiertelny, biurokratyczny obowiązek wypełnienia druku: dane personalne oraz cel wizyty. W moim przypadku to tranzyt. Jednak wpisanie takiej informacji nie zawsze jest akceptowane, na co wpływ ma najwidoczniej nastrój celnika. Jazda przez Ukrainę nie jest łatwa ze względu na ukształtowanie terenu, w tym dużą liczbę podjazdów. Pogoda również nie sprzyja, często towarzyszą mi deszcze, co w połączeniu z formą noclegu – pod chmurką (bez namiotu) – bywa czasem uciążliwe.
Do Rumunii docieram trzeciego dnia. Najpierw zmagam się z niekończącymi się podjazdami, by w końcu wyjechać na równiny. Mijam łany zbóż, kukurydzy, słoneczników i rozległe pastwiska. Przez znaczną część jazdy widać w oddali rozciągnięte po horyzont pasmo Karpat. W pobliżu rzek można zauważyć zniszczenia dokonane przez powódź.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Andrzej Zadworny