okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2011 >> 4/2011 >> Drodzy Czytelnicy

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


Kiedy czytałam tekst Filipa Springera o możliwościach poruszania się rowerem po parkach narodowych, przypomniałam sobie swoje doświadczenia sprzed lat, związane z miejscem, w sąsiedztwie którego się wychowałam. Do granic Wielkopolskiego Parku Narodowego miałam przysłowiowe dwa kroki. Wyjazdy w góry czy nad morze nie miały znaczenia, wszak nie było mowy o lepszych wakacjach jak w lesie, w którym zna się każdą ścieżkę. Pamiętam czasy, kiedy z rówieśnikami kąpaliśmy się w Jeziorze Góreckim, które z czasem przekształcono w rezerwat. Nie w smak nam to było. Rower, przedzieranie się wąskimi ścieżkami i wyprawy wpław na Wyspę Zamkową nabrały posmaku owocu zakazanego. Nie akceptowaliśmy zakazów, co więcej – chowanie rowerów w szuwarach, obserwacja, czy nie goni nas strażnik, były dodatkowym elementem zabawy. Zrozumienie przyszło z czasem. Mądre pogadanki w szkole z pracownikami parku dały więcej niż niejedna nagana skierowana do rodziców. Śnięte ryby, porozrzucane śmieci, ptaki zaplątane w resztki folii.
Nigdy więcej nie złamaliśmy przepisów, co więcej – zaczęliśmy zwracać uwagę innym. Dlatego rozumiem argumenty gospodarzy parków, w których ruch rowerowy jest znacznie bardziej ograniczony niż w znanym mi dobrze wielkopolskim czy innych nizinnie położonych obszarach chronionych. Wszak w parkach chodzi przede wszystkim o ochronę często bardzo specyficznych walorów przyrody. Czy zatem rowerzyści rozjechaliby Babiogórski czy Świętokrzyski Park Narodowy? Kto zna te miejsca, wie, jak delikatne bywają gołoborza, jak wąskie ścieżki prowadzą wokół masywu Babiej Góry. Zazdrościć piechurom, że oni mogą? Owszem, można. Ale co to da. Można jedynie żałować, że rowerowa infrastruktura pozostawia wiele do życzenia, że brakuje parkingów dla cykloturystów, którzy mogliby zostawić rower pod dobrą opieką, pójść w góry pieszo, wrócić i przemieścić się w kolejne miejsce. Owszem, zazdroszczę Włochom czy Szwajcarom wytyczonych tylko dla rowerzystów tras w Dolomitach (wpisanych przecież na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO) czy Alpach. Kto jednak zna te miejsca, wie, że skala obszarów, o których mówimy, jest nieporównywalna do którychkolwiek z polskich gór. Że bez trudu korzystają z ich uroków, nie wchodząc w drogę sobie i przyrodzie, piechurzy, rowerzyści, w niższych partiach sympatycy jazdy konnej, a w wyższych lotniarze. Polska rzeczywistość nie wygląda aż tak szaro, by wymienić z parków górskich choćby Gorczański Park Narodowy z prawie 60 kilometrami tras poprowadzonych bezdrożami (wprawdzie w grupie nie większej niż pięć osób, ale zawsze). Na uwagę zasługuje również Magurski Park Narodowy ze 110 kilometrami czy Park Narodowy Gór Stołowych ze 150 kilometrami dostępnych szlaków. Wprawdzie imponujące kilometry dwóch ostatnich to w większości szlaki wytyczone na drogach publicznych, ale przynajmniej pozwalają dotrzeć do co ważniejszych atrakcji turystycznych. Łatwo skontrować, że tyle kilometrów co w Gorcach, w Dolomitach, Alpach czy nawet Słowackich Tatrach liczy sobie jedna trasa. Zgadzam się, ale też cieszę z tego, co dostępne, zarówno w górach, jak i na nizinach. Niech dowodem na te słowa będą trzy wycieczki w numerze, który trzymacie w rękach. Przez Park Narodowy Bory Tucholskie, Gór Stołowych i po Bieszczadach, choć w tym wypadku – zgodnie z prawem – nie po parku.

Zapraszam do lektury
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna