okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2008 >> 4/2008 >> Niedzielny kierowca

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Niedzielny kierowca

Marek Zgaiński

Zaczynają się wakacje i na drogach zaroi się od niedzielnych kierowców próbujących dotrzeć w góry, nad morze lub inne miejsca masowego wypoczynku. Zaroi się również od niedzielnych rowerzystów pedałujących dla zdrowia i urody.

Lub z działki, albo do wiejskiego geesu po zakupy. Problem polega na tym, że jedni i drudzy będą korzystać z tych samych dróg. I nie trzeba wyobraźni Salvadora Dali, by przewidzieć, czym takie spotkanie niedzielnych amatorów jazdy może się skończyć.

Doświadczeni kierowcy i wytrawni cykliści wypracowali sobie zasady bezkolizyjnego współżycia, polegające na wzajemnym zrozumieniu potrzeb i uznaniu swojej odrębności. Zilustruję to przykładem. Doświadczony kierowca nigdy nie zatrzymuje się na światłach zderzak w zderzak, tylko zostawia trochę miejsca, by mógł przejechać rower wijący się slalomem między samochodami. Z kolei wytrawny cyklista nie zajeżdża drogi samochodom nawet wtedy, gdy teoretycznie ma pierwszeństwo. Inny przykład. Kierowca, który kuma cza‑czę, nie otwiera w korku drzwi od strony pasażera, by w upalny dzień przewietrzyć wnętrze „puszki”, bo może się na nie nadziać jadący z prawej rowerzysta. Czający bazę cyklista nie wjeżdża w pełnym pędzie na przejścia dla pieszych. Niestety, niedzielni nie znają tych zasad i dlatego postanowiłem przedstawić krótki kurs wakacyjnej szkoły jazdy. Zresztą przyda się on wszystkim jeżdżącym.

Po pierwsze, trzeba ćwiczyć dobry refleks. Niezbędny, żeby ocenić, czy pojazd w zasięgu wzroku jest większy czy mniejszy od naszego. Po drugie, trenować pamięć, by nie wyleciało nam z głowy, że jak większy, to trzeba jechać tak, żeby nie dać się zabić, a jak mniejszy, to trzeba tak prowadzić, żeby nikogo nie zabić. I to wszystko. A kodeks drogowy? – mógłby ktoś zapytać. Jest oczywiście zbiór praw zwany kodeksem drogowym, ale – jak każde prawo – bywa notorycznie łamany, na co dowody można znaleźć co dzień w kronice wypadków. Na kodeks drogowy można się powoływać w procesie o odszkodowanie za trwały uszczerbek na zdrowiu przed sądem, a chodzi o to, żeby tego właśnie uniknąć.