okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2011 >> Szpiedzy w Krainie Deszczowców

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap XIV » Angola I


Szpiedzy w Krainie Deszczowców

Norbert Skrzyński
Osada Indungo, w oczekiwaniu na wodza wioski. Ciekawskie dzieci zawsze witały nas jako pierwsze

Poczuliśmy wreszcie, że to, co robimy, jest misją specjalną. Nie przyjechaliśmy tu na wakacje, ciągniemy ze sobą kilka kilogramów zdjęć Nowaka, teksty, ciężkie mosiężne tabliczki, przepychamy rowery przez błota, piaski, rzeki. Robimy to dla idei, w imię pamięci Polaka, który dokonał wyczynu trudnego do powtórzenia...

Początek etapu był dość skomplikowany, choć plan był prosty: poranny wylot z Warszawy, przesiadka w Paryżu i następnego dnia rano lądujemy w Luandzie. Na parkingu staramy się ogarnąć ekwipunek. Sprzęt, który przywieźliśmy dla kolejnego etapu zostanie tu miesiąc u Mirka Łajło, naszego anioła stróża. Wieczorem odprawiamy się na samolot do Ondjivy, który odleci 10 grudnia o godzinie szóstej. Na granicę z Namibią dotrzemy około południa – czekać tam będzie ekipa etapu XIII – przekazanie książeczki-pałeczki i rowerów odbędzie się w pasie ziemi niczyjej, pomiędzy punktami granicznymi. Proste.
Co się wydarzyło, że nasz etap rozpoczniemy później? W skrócie: lot do Paryża jest opóźniony, gdyż nie tylko w Polsce spadło za dużo śniegu i nasz samolot jeszcze nie wyleciał ze stolicy Francji – w konsekwencji zmieniamy przewoźnika i do dawnej kolonii portugalskiej dostajemy się przez Brukselę. Na lotnisku przesiadkowym okazuje się, że nowy telefon Agi ma inny PIN niż wszystkie poprzednie jej telefony. Później Jerry, wysyłając esemesa, uderza głową w wyświetlacz plazmowy tak silnie, że do następnego dnia zachowuje się niepewnie. W Luandzie musimy być 9 grudnia przed godziną 21, aby odprawić się na poranny lot do Ondjivy. Nie jest źle, bo dolatujemy przed 20. Czeka już na nas samochód, którym mamy przejechać na drugie lotnisko. Jest jednak problem, bo zgubiono część naszego bagażu, stosunkowo ważną, bo tę zawierającą między innymi namioty. Cztery tygodnie w Angoli, podczas pory deszczowej, bez namiotów? Chyba nie zdecydujemy się aż na taką przygodę. Udajemy się do biura bagażu zagubionego – biurokratyczna atmosfera nie wróży nic dobrego. Okazuje się, że bagażu nie będzie przed niedzielą. Na parkingu staramy się ogarnąć niezbędny ekwipunek.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Norbert Skrzyński