okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2011 >> Nie tylko Chopin i plaże

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Majorka


Nie tylko Chopin i plaże

Marek Zgaiński
Droga na Cap de Formentor

Zaczęło się fatalnie. Samolot z berlińskiego lotniska Tegel do Palmy miał trzygodzinne opóźnienie. Gdy obsługa podawała coraz to inne, sprzeczne informacje o tym, kiedy polecimy, nikt jednak specjalnie się nie zdenerwował, ani nawet nie wyraził głośno oburzenia jak u nas, gdy w grudniu spóźniały się pociągi. Niemieccy emeryci są ludźmi wyjątkowo spokojnymi.
Marek Zgaiński

Gdy w końcu wylądowaliśmy na Majorce, okazało się, że jest problem z naszymi rowerami. Nikt nie uprzedził nas, że za przewiezienie rowerów do hotelu trzeba dopłacić 50 euro. Po długiej i burzliwej wymianie zdań z przedstawicielką biura podróży udaliśmy się na poszukiwanie bankomatu, bo na to, by poskręcać przewożone w częściach rowery i przejechać raptem pięć kilometrów do Platja de Palma, byliśmy po 14-godzinnej podróży zbyt zmęczeni. Zaczęło się fatalnie, ale skoro tak, potem mogło być już tylko lepiej.
Następnego dnia rano kawa na tarasie hotelu, słońce, 17 stopni Celsjusza i miłe odkrycie, że przewożonym w prowizorycznych torbach rowerom nic się nie stało. O godzinie 10 bicykle były już gotowe do jazdy.
Do centrum Palmy mamy 15 kilometrów. Wyjeżdżamy na ciągnący się wzdłuż piaszczystej plaży bulwar i od razu owiewa nas ciepły wiatr niosący zapach morza. Im bliżej centrum, tym więcej rowerzystów pojawia się na drodze, a gdy bulwarowa aleja zamienia się w ścieżkę rowerową, robi się na niej prawdziwy tłok. Ścieżka wije się równo z linią brzegową, wyjeżdżamy z dzielnicy hotelowców, mijamy stary kamieniołom i po kwadransie jesteśmy na przedmieściach Palmy. Pojawiają się pierwsze stare domy z charakterystycznymi wykuszami, a w oddali majaczy zarys katedry. Dociskamy pedały, by prędzej móc z bliska podziwiać monumentalne piękno La Seu. Podanie głosi, że król Jakub II z wdzięczności za ocalenie z burzy na morzu obiecał wybudować największą katedrę świata. I obietnicy dotrzymał.
La Seu (dosłownie sedes, czyli siedziba biskupa) nie ma co prawda lekkości gotyku francuskiego, brakuje jej też strzelistych wież typowych dla katedr niemieckich, ale za to ma rozetę nazywaną „okiem gotyku” z powodu misternej konstrukcji o średnicy ponad 12 metrów. A że katedra stoi na wzgórzu, wydaje się naprawdę największa na świecie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Marek Zgaiński