okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2011 >> Rowery zamiast sanek

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Drawieński Park Narodowy


Rowery zamiast sanek

Michał Książkiewicz
Drewniane mosty, takie jak most Karolinka, położony na niebieskim szlaku turystycznym, są charakterystycznym elementem krajobrazu Drawieńskiego Parku Narodowego

Aby w pełni cieszyć się jazdą w zimowej scenerii, warto znaleźć drogi i dukty odśnieżone pługiem bądź ubite przez samochody, z jednocześnie jak najmniejszym nasileniem ruchu. Warunki takie idealnie spełniły trakty wschodniej części Drawieńskiego Parku Narodowego.

Wycieczkę zaczęliśmy w Człopie, przy cmentarzu położonym nieopodal skrzyżowania drogi krajowej nr 22 z drogą wojewódzką nr 177. Nie jechaliśmy jednak żadną z wymienionych dróg, lecz udaliśmy się prosto na zachód, w kierunku Załomia. Droga zapewne była asfaltowa, ale pod kołami gościła wygodna, choć nieco zdradziecka nawierzchnia z ubitego śniegu. Moje opony z kolcami sprawowały się na niej wyśmienicie, a reszta ekipy na zwykłych, terenowych bieżnikach również cieszyła się dobrą przyczepnością. Po drodze minęliśmy zabytkowy wiadukt, pozostały po linii kolejowej, oraz rozstaj na Golin. Szosa biegła równolegle do ciągu jezior położonych w dolinie Cieszynki, ale zwiedzanie znajdującego się tam punktu widokowego zostawiliśmy sobie na drogę powrotną. Napędzani komfortowym wiatrem wschodnim stosunkowo szybko osiągnęliśmy zabudowania Załomia i rozstaj dróg koło leśniczówki Borowik. Wybraliśmy prawą odnogę, która przez sosnowe lasy rychło doprowadziła nas do granicy Drawieńskiego Parku Narodowego. Opuściliśmy towarzystwo nudnych iglaków i zagłębiliśmy się w położone nad Płociczną bagienne olszyny. Zaczęła się najciekawsza część wyprawy.
Odludne dzisiaj i zalesione tereny Puszczy Drawskiej sto lat temu miały zupełnie inny krajobraz. Prawie 40 procent obszaru dzisiejszych lasów zajmowały pola i łąki. Wśród drzew wciąż można znaleźć pozostałości po osadach, bogatych w elementy drobnej infrastruktury przemysłowej, takie jak huty szkła, tartaki czy elektrownie wodne. Jednym z takich zabytków techniki drawskich lasów jest elektrownia z kołem wodnym na Płocicznej w Pustelni, do której docieramy po przejechaniu około dziesięciu kilometrów. Zostawiając rowery oparte o barierki mostu, wspinamy się przez zaspy śnieżne na wysoki nasyp.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Książkiewicz