okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2011 >> Śnieżną odyseję czas zacząć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Niski


Śnieżną odyseję czas zacząć

Paweł Hańczur
Na Biskupim Łanie

Wyprawy rowerowe można zaczynać różnie… Na przykład od wizyty na komisariacie.

Mimo że wszyscy policjanci szczerze i głęboko współczują rowerzyście z powodu takiego początku wizyty na Podkarpaciu. Z tym samym wyrazem twarzy wyrzucają do kosza całą sztukę pisania reportaży i relacji „Ja jechałem pociągiem z Krakowa Płaszowa do Stróży i ja wtedy jeszcze miałem dokumenty przy sobie. Ja nikogo nie podejrzewam o kradzież. Ja nie pamiętam, kiedy zasnąłem…”. I ja musiałem się pod tym zeznaniem podpisać.
Zapowiadał się ciekawy wyjazd. Planowaliśmy zacząć go w Stróżach, ale najbliższa komenda policji była w Grybowie, więc popedałowaliśmy najpierw tam. Grybów jest ładnym miasteczkiem z rynkiem, neogotyckim kościołem i synagogą. W sklepiku na rynku miła pani sprzedała mi czapkę, rękawiczki, latarkę i po wysłuchaniu historii o skradzionych rzeczach wyjaśniła, że ten pociąg, w którym mnie okradli, właśnie dlatego nazywa się „rzeźnią zagórzańską”.
Z  Grybowa ruszyliśmy w kierunku Ropy, korzystając z mocno uczęszczanej szosy na Szymbark i Gorlice. Ponad siedem kilometrów mozolnych podjazdów z dużą liczbą samochodów, przez mocno zabudowany teren. Pierwotnie planowana droga ze Stróży przez Gródek byłaby na pewno przyjemniejsza. Wyobraźcie sobie, że wtedy, podczas tej nużącej jazdy, przyszła pomoc z nieoczekiwanej strony – od kierowców TIR-ów. Pnąc się pod górę, ciężarówka wcale szybko nie jedzie, a gdy jeszcze bardziej zwolni, potrafi osłonić od wiatru. I kierowcy robili to chyba dla nas specjalnie. Ukłony za zrozumienie – wiało strasznie.
Od czasu do czasu chroniąc się za TIR-ami, dojechaliśmy do miejscowości Kusiówka, gdzie nasza droga skrzyżowała się z pierwotnie wytyczonym szlakiem ze Stróży. Stąd było już tylko kilkaset metrów do zjazdu na Ropę. Jak w wielu miejscowościach Beskidu Niskiego, nazwa wskazuje na złoża oleju skalnego. Według legendy, niejaki Boner, bankier królowej Bony i króla Zygmunta I Starego, próbował szukać w Ropie złota. Niestety, „złota szukał, a smołą się opłukał” – szyby zostały zalane ropą, a z poszukiwacza drwiono długo na dworze królewskim. O ironio, dopiero trzysta lat później odkryto zastosowanie mazi, którą się Boner upaćkał.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Kalina Stachowiak