okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2011 >> Ahoj, męska przygodo!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> góry Chorwacji


Ahoj, męska przygodo!

Włodzimierz Michalski
Paweł przed Cesarsko-Królewskim Tunelem (Kućišta Cesarička)

Urlop, mamy siedem dni na męski wyjazd. Zastanawiamy się, co wybrać. Chcemy, żeby było w miarę blisko, dość ciepło i względnie dziko. Te niewymagające kryteria spełnia Chorwacja. Nie oczekujemy wielkiej przygody. Ot, po prostu zwykłe chorwackie, niezbyt wysokie góry.

Wyjeżdżamy z Łodzi na początku października i po 13 godzinach jazdy (przez Węgry) jesteśmy na miejscu – w Ogulinie na skraju gór Wielka Kapela. Pierwsze kryterium spełnione – naprawdę jest blisko. Za 40 euro wynajmujemy pokój w motelu, którego nie polecamy, wysypiamy się i rano budzi nas piękna pogoda.
Pierwszy dzień naszej wyprawy jest naprawdę ciepły, ponad 20 stopni Celsjusza w cieniu, a do tego całkiem mocno przygrzewa słońce. Na razie wszystko się zgadza: jest blisko i ciepło. No to w góry. Mamy namioty, kuchnię, sporo jedzenia, dużo płynów, przednie i tylne sakwy, śpiwory, karimaty.
W Ogulinie kupujemy po burku z serem i jabłkiem, zjadamy je pod Ogulinskim Zamkiem, a że nam smakowały, dokupujemy jeszcze na drogę. Burek jest białą, dużą bułą, przesączoną olejem, z daleka widać, że ciężkostrawną. Wjeżdżamy w Wielką Kapelę. Ponad nami Klek – samotna, wapienna turnia. Mamy plan, aby dojechać do schroniska pod Klekiem i kupić turystyczne mapy. Z Polski przywieźliśmy tylko mapę samochodową 1:300 000.
Zjeżdżamy z asfaltu na bjeli put – białą drogę, która wydaje nam się trasą dojazdową do schroniska. Lekko falujący trawers prowadzi nas pod Klekiem i sąsiednimi turniczkami. Po 20 kilometrach jazdy wyprowadza na ten sam asfalt, tyle że kilka kilometrów dalej. Nie zbliżyliśmy się do celu pierwszego dnia – Adriatyku – ale poznaliśmy duszę Wielkiej Kapeli. Jest mroczna i dzika, porośnięta gęstym lasem, zawalona wapiennymi głazami. Z jednej strony drogi pięło się strome zbocze, o tej porze roku w jesiennych czerwieniach, brązach, złocie. Z drugiej strony leje, ponory, doły, jaskinie, studnie, kotlinki krasowe i ani jednego potoku.
Na zakończenie wyprawy okazało się, że przez siedem dni jazdy przez góry Chorwacji nie widzieliśmy potoku, źródełka, choćby kapiącej małej strużki. Cała woda jest pod ziemią. Roślinność jest jednak bujna, jak w naszych Beskidach.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Włodzimierz Michalski