okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2011 >> 1/2011 >> Jedyny taki klaun

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Alvaro Neil


Jedyny taki klaun

Z Alvarem Neilem rozmawia w Pekinie Adam Chałupski
Atlas Wysoki w Maroku

Z Alvarem nie znaliśmy się wcześniej, ale wystarczyło jedno spojrzenie, aby rozpoznać w nim bratnią duszę. Należy do tych, którzy podążają za snem i mają na tyle wiary, aby zamienić stabilne życie, będące gwarantem spokoju, i oddać się drodze, która co dzień przynosi niespodzianki. Nie pieniądze i sponsorzy są tym, co pozwala mu pedałować. Posłuchaj, co jest motorem życia nomady, rowerzysty i… klauna.

Podróżujesz bez przerwy od ponad sześciu lat. Co powiedziałbyś tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z dalekimi wyprawami?

– Powiedziałbym krótko: nieważne, ile kilometrów przejechaliście, ile krajów zwiedziliście dotąd. Ważne, że czerpiecie radość z jazdy. Nie zapominajcie o tym, że wielu ludzi robi i będzie robić rzeczy większe i znacznie trudniejsze niż wy. Powinniście podróżować wyłącznie dla siebie, a nie po to, aby być kimś wyjątkowym, zdobyć sławę i pieniądze, pobić rekord Guinnessa.

Ale akurat to, co robisz, uchodzi za bardzo wyjątkowe... Kim jest biciklaun i czy jest drugi taki na świecie?

– Myślę, że jestem jedyny. Są rowerzyści, którzy przy okazji podróży realizują różne zobowiązania, często – dla pieniędzy. Mam dla nich ogromny szacunek, ale osobiście nie lubię łączyć pieniędzy z tym, co robię. Wolę dawać ludziom coś, czego nie da się kupić. Zamieniam się w klauna za darmo, przede wszystkim dla dzieci, które spotykam na swojej drodze. Słyszałem o grupie cyrkowców podróżujących na rowerach własnej konstrukcji. Są oni jednak przede wszystkim cyrkowcami, mniej rowerzystami, bo aby pokonać pewne odcinki, trzeba być w istocie bardzo doświadczonym cyklistą. Trudno bez przygotowania wybrać się w podróż na przykład po Sudanie czy Tybecie. Biciklaun, czyli ja, to w połowie klaun, a w połowie rowerzysta.

Ciężka to praca być biciklaunem?

– Nie. Najtrudniejsze są momenty, kiedy zatrzymuję się przed szkołą lub sierocińcem i proponuję dyrektorowi placówki, że zrobię pokaz dla dzieci. Nie zawsze spotykam się z entuzjazmem. Niektórzy sądzą, że zażądam od nich pieniędzy lub po prostu wykorzystuję ich po to, aby ktoś gdzieś zapłacił mi na przykład za reklamę jakiejś firmy... Nie naciskam, tylko pytam, a jeśli nie ma zdecydowanej odpowiedzi – jadę dalej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Adam Chałupski