okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2011 >> Obudziłem się w raju…

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap XIII – Namibia II


Obudziłem się w raju…

Jakub Wolski
Oddam wszystko, oprócz brennabora!

Słońce przyjemnie ogrzewa, pod stopami zawadiacko chrzęści piasek, a wokół rozpościerają się bajkowe krajobrazy. Gdyby w oddali migotała tafla oceanu, można by pomyśleć, że to istny raj pod palmami, laguna stworzona ku uciesze turystów. Rzeczywistość jest jednak odrobinę inna…

Przed nami morze… piasku. Powoli i ze spokojem pchamy nasze wierne rowery, krok za krokiem, lewa, prawa, lewa, prawa… Laguna nas tego dnia nie rozpieszcza, zamiast drinków z palemką – strużki słonego potu spływają nam po policzkach. Na szczęście do Angoli już blisko. Nasza podróż zaczęła się jednak ponad trzy tygodnie temu.
– Państwo pewnie jadą do jakiegoś ciepłego kraju? – zagaduje kierowca taksówki.
– Właściwie tak, do Namibii – odpowiadamy.
– Co?! Do Namibii? A co Wy tam chcecie robić?
– Pewnie Pan nie uwierzy, ale jeździć na rowerach.
– Co?! Na rowerach? Zwariowaliście!
Właśnie w takim tonie prowadziliśmy wiele rozmów przed wyjazdem oraz w trakcie podróży. Dla osób, których wiedza na temat Afryki kończy się na jej położeniu geograficznym, połączenie słów – rowery i Namibia – pozostaje w sferze abstrakcji. Trzeba jednak przyznać, że to jeden z bezpieczniejszych i przyjemniejszych etapów Afryki Nowaka. Stabilna sytuacja polityczna, znikome zagrożenie malarią, brak niebezpiecznych zwierząt poza rezerwatami, w większości przyjaźnie nastawieni ludzie, dobry dostęp do wody. Nic – tylko wsiąść na rower i czerpać pełne wiadra ze studni z napisem „satysfakcja”.
Każde z nas przed wyjazdem miało trochę inny pomysł i innw możliwości spędzenia czasu w Afryce, więc do Namibii przyjeżdżaliśmy na różne sposoby i w różnych terminach. Po 24 godzinach spędzonych w autobusie z Johannesburga, w towarzystwie muzyki gospel, do stolicy Namibii – Windhoek – z Magdą docieramy 15 listopada. Spotykamy się z Haiko, naszym gospodarzem poznanym poprzez Couchsurfing, i zaczynamy organizować logistykę na miejscu. Trzeba przyznać, że pod względem transportu Namibia jest krajem, który stawia poprzeczkę bardzo wysoko. Lokalne autobusy nie istnieją, pociągi nie wożą pasażerów, bo po co komunikacja publiczna, skoro każdy ma własny samochód.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Jakub Wolski