okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2010 >> 12/2010 >> Posłuchaj, jak szumią buki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Opolszczyzna – Góra Świętej Anny


Posłuchaj, jak szumią buki

Tomasz Dębiec
Miejscowość Góra Świętej Anny najlepiej jest widoczna od wschodniej strony. Uwagę zwraca wieża bazyliki

Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej czy Mazurach nie kończą się pagórkowate atrakcje w Polsce. Czas na Górę Świętej Anny!

Zarówno ze wschodu, jak i z zachodu dojazd samochodem w te okolice jest bardzo wygodny ze względu na autostradę przecinającą ów piękny kawałek Polski. Niestety, na komforcie podróżowania ucierpiała przyroda. W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy odcinek autostrady A4 był dopiero na etapie planowania, dochodziło do głośnych protestów przeciwko prowadzeniu go przez Park Krajobrazowy Góra Świętej Anny. Na nic jednak zdał się opór ekologów, bo autostrada została wybudowana, a alternatywny jej przebieg, omijający tę przyrodniczą perłę, nie znalazł uznania u lokalnych samorządowców. Kompromisowym wyjściem okazało się w tym wypadku poprowadzenie autostrady przez park krajobrazowy. Żeby formalnościom stało się zadość, wojewoda opolski wydzielił z tego chronionego obszaru pas o szerokości 500 metrów, którym biegnie sporna arteria komunikacyjna. Tym samym oficjalnie nie przecina ona parku krajobrazowego...
Na rower wsiadam za miejscowością Olszowa, gdzie tuż przy drodze znajduje się mały, leśny parking. Można na nim zostawić samochód i ruszyć prosto na szlak. Nieopodal jest jeden z kilku rezerwatów przyrody, jakie znajdują się w najbliższej okolicy. Nazywa się Boże Oko i będę miał okazję go zobaczyć. Tymczasem skostniały z zimna mocuję się z założeniem kół do roweru. W krótki, jesienny dzień nie można sobie pozwolić na ociąganie się z wyruszeniem na trasę, dlatego jestem tu już przed ósmą rano, kiedy chłód nie bardzo chce ustępować niemrawemu słońcu. – Zaraz się rozgrzeję na rowerze – pocieszam się, montując jako ostatnie siodełko.
Już po kilkuset metrach wita mnie stromy, choć krótki podjazd – jak rzadko cieszę się ze wznoszącego się terenu. Dziarsko naciskam na pedały i na wierzchołku jest mi już ciepło. Dojeżdżam po chwili do drogowskazu, na którym zaznaczono, którędy trzeba jechać, by trafić do wspomnianego rezerwatu. Żeby go zobaczyć, muszę wprawdzie zboczyć z czerwonego szlaku, którym się poruszam, ale zaledwie kilkaset metrów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec