okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2010 >> 12/2010 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


W grudniowym numerze zapraszamy Was na wyprawę po Islandii. Mimo swojej egzotyki to miejsce, do którego rodzimi podróżnicy rowerowi docierają coraz częściej. Myląca może być iście zimowa aura na okładce – dodam tylko, że zdjęcie, tak idealnie wpisujące się w grudniowy klimat, zostało wykonane w środku tegorocznego lata. Z Islandią – mimo że nie byłam dotąd na tej wyspie – łączy mnie rok wspomnień i przyjaźń trwająca do dziś. W Berlinie studiowałam z rodowitym Islandczykiem, o oryginalnym imieniu Audun, który na domiar wszystkiego nie gardził rowerami. Ponieważ był jedynym Islandczykiem na roku i jednym z nielicznych na uniwersytecie, budził spore zainteresowanie. Z przyjaciółmi szybko wyliczyliśmy, że – jeśli znamy Auduna, jego ojca Arnona (zresztą świetnie mówiącego po polsku, znawcę naszej literatury, którą z pasją wykładał w Reykjaviku), narzeczoną, pracowników ambasady Islandii oraz grupę reprezentacyjnych piłkarzy i trenerów (poznanych podczas zgrupowania), plus zespół rockowy, którego nazwy już dziś nie pamiętam – znamy co najmniej połowę populacji i gdy kiedyś może odwiedzimy Islandię, będziemy spotykać samych znajomych. Oczywiście, był to żart, choć liczba mieszkańców Islandii wynosi niewiele ponad 300 000, czyli niemal połowę tego, co Poznań.
Audun jeździł po Berlinie rowerem, oczywiście stylowym holendrem, narzekając na przeludnienie. Co rusz kusił nas opowieściami o przestrzeniach, bezdrożach, wulkanach, gejzerach, niezwykłej zieleni i kolorze nieba. Przekonywał, że jak podróż po Islandii, to tylko na dwóch kołach. Kiedy Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin, autorzy relacji z wyprawy po wyspie, zaraz po powrocie przesłali nam zdjęcia, zobaczyłam Islandię taką, jaką znałam już z opowiadań. Przeglądaliśmy fotografie, zachwyceni, żałując, że tylko kilka z nich trafi na łamy. Ale dobre i to. Może właśnie tych kilka zdjęć zachęci Was, drodzy Czytelnicy, do wpisania Islandii na listę celów kolejnych wypraw. Jestem przekonana, że ciekawa relacja i szereg informacji praktycznych tylko Was w tym utwierdzą.
Islandia nie jest jednak najdalszym punktem, w który wysyłamy Was w numerze grudniowym, nie jest nim nawet leżąca na końcu świata Nowa Zelandia. Trochę przekornie, już przedświątecznie, kiedy pytania o to, co magiczne, tajemnicze i niezbadane, są jak najbardziej na miejscu, polecamy rozmowę z astronomem Sebastianem Soberskim, kierownikiem obserwatorium w Grudziądzu i jednocześnie całorocznym rowerzystą, o tym, co by było, gdyby… Gdyby powstała baza na Księżycu, wówczas rowery pomagałyby jej pracownikom utrzymać kondycję fizyczną i służyły jako wewnętrzny środek transportu… Gdybyśmy zasiedlili Marsa, wówczas prawie na pewno eksplorowalibyśmy jego powierzchnię na dwóch kołach, z racji tego, że spośród planet Układu Słonecznego właśnie tam panują najbardziej do ziemskich zbliżone warunki. Na Księżycu przerzutki nie byłyby potrzebne (sześciokrotnie mniejsze niż na Ziemi przyspieszenie grawitacyjne), zaś na Jowiszu rowerowi przydałyby się skrzydła, takie jak te z projektu Leonarda da Vinci…
W tym przedświątecznym czasie życzę Wam szalonych marzeń, z których powstają realne plany, oraz konsekwencji, odwagi i zdrowia, aby móc je realizować. Wesołych Świąt!

Zapraszam do lektury
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna