okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2010 >> Najpierw zakręt, potem rowerzyści

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> wokół alpejskich jezior


Najpierw zakręt, potem rowerzyści

Irena Miechówka
Typowy widok na nabrzeże

Trasa nie jest zbyt przyjazna. Jedziemy poboczem, co chwila ktoś podczas mijania donośnie na nas trąbi. Martwimy się, że coś jest nie tak, ale szybko zauważamy, że to włoski sposób informowania o wyprzedzaniu. Viva Italia!

Bergamo – urocze miasto leżące około 50 kilometrów od Mediolanu – jest naszym celem numer jeden! Dziesięć dni przed wylotem poddajemy próbie generalnej nasze rowery, zaopatrujemy się w namiot, karimaty, żywność, mapę i planujemy trasę.
Postanawiamy pozostać na północy Włoch, objeżdżając alpejskie jeziora. Przede wszystkim Como – długie na 50 kilometrów i szerokie na pięć, zwane przez miejscowych Lario, a jednocześnie jedno z najgłębszych w Europie (w najgłębszym miejscu ma 410 metrów). Planujemy zobaczyć także Lago di Lugano – leżące w większej części na terytorium Szwajcarii, oraz Maggiore – najbardziej wysunięte na zachód włoskie jezioro z uroczymi wyspami, między innymi Isola Bella, na której w XVI wieku hrabia Karol Boromeusz III wzniósł wspaniały pałac dla żony Izabelli.
Na lotnisku w Gdańsku rozkładamy rowery: zdejmujemy koła, błotniki, bagażniki oraz spuszczamy powietrze z opon. Jednak rozczarowuje nas sposób potraktowania ich przez obsługę. Odbierając rowery na lotnisku pod Bergamo, orientujemy się, że torby były rzucane, mimo dużego napisu w językach włoskim i angielskim oraz rysunku roweru.
Wita nas gorące, wilgotne powietrze, a temperatura dochodzi do 35 stopni Celsjusza. Składamy nasze jednoślady i w samo południe wyruszamy na podbój Włoch. Pedałujemy w kierunku centrum drogą rowerową wzdłuż obwodnicy. Zaczyna doskwierać upał i brak wody. Liczyliśmy na uzupełnienie zapasów w Bergamo, tymczasem dojeżdżamy do miasta w porze sjesty i okazuje się, że wszystkie sklepy są zamknięte. Wyczerpani wjeżdżamy na drogę drugorzędną, jednak o sporym natężeniu ruchu, kierując się już nad jezioro Como. Po drodze zauważamy otwarty market, gdzie Tomek kupuje trzy butelki – jak się później okazało – oranżady, a nie wody, ale przynajmniej ugasiliśmy pragnienie.
Choć pierwszą noc planowaliśmy spędzić w miejscowości Como, ze względu na późną porę oraz ulewę w końcu zatrzymujemy się na kempingu w Lecco.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Irena i Tomasz Miechówka