okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2010 >> Central Park może się schować

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk


Central Park może się schować

Tomasz Dębiec
Park w Chorzowie

Są w Polsce rejony, których turystyczna marka dobrze jest znana większości z nas. Góry, morze, pojezierza... Trochę na przekór tej tendencji, choć bez gęsiej skórki z powodu zbliżających się emocji, wybrałem się na wycieczkę po okolicach Sosnowca i Chorzowa.

Jako że mieszkam w okolicach Chrzanowa, do granic pierwszych miast Zagłębia Dąbrowskiego mam nie więcej niż 40 kilometrów. Zanim wyruszyłem w trasę, zasięgnąłem języka na forum internetowym, co i gdzie warto zobaczyć. Bardziej od zadbanych zabytków interesowały mnie industrialne klimaty i zaskakujące oazy zieleni pośród miejskiej tkanki rozłożonej na obszarze ponad 1400 kilometrów kwadratowych. Posypały się rady od wirtualnych znajomych, gdzie warto zajrzeć. Miałem całą listę atrakcji, z których pierwsza, niejako po drodze, znajdowała się w niedalekim Jaworznie, a ostatnia w Chorzowie. Kawał drogi przede mną – to pierwsze, co pomyślałem, analizując przebieg trasy. Chcąc zaoszczędzić trochę sił, początkowo zamierzałem podjechać do stacji Szczakowa pociągiem, żeby dalej kontynuować wycieczkę już na rowerze. Wstając rano, stwierdziłem jednak, że ponad 30 kilometrów przebieżki z domu do właściwej trasy dobrze mi zrobi i szkoda zawracać sobie głowy pociągiem. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, układając sobie w głowie ów przejazd do Jaworzna dobrze mi znanymi i lubianymi odcinkami.
Już na początku, czyli w Płazie – miejscowości, w której mieszkam – wjeżdżam na szlak rowerowy prowadzący obok malowniczej skałki triasowej. Po krótkim, terenowym fragmencie, klucząc spokojnymi uliczkami Piły Kościeleckiej, wyjeżdżam w pobliże jeziora Chechło. To warte polecenia miejsce na wypoczynek – gdybym był po kilkudziesięciu kilometrach wycieczki, a nie – tak jak teraz – po pięciu, z pewnością skusiłbym się na kąpiel i plażowanie. Na razie czuję w sobie głód roweru i z przyjemnością naciskam na pedały. Ani mi się śni leniuchować. Po kolejnych kilku kilometrach pedałowania mało ruchliwymi drogami dojeżdżam do Chrzanowa. Ta wycieczka już do końca będzie się odbywać w rytmie następujących po sobie terenów miejskich i zielonych enklaw, nawlekanych niczym korale na nitkę.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec