okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2010 >> 11/2010 >> Jechałam po medal

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Anna Kamińska


Jechałam po medal

Z Anną Kamińską, mistrzynią świata w sprincie w rowerowej jeździe na orientację, rozmawia Filip Springer
Ścigając się na orientację na rowerze, trzeba szybciej myśleć nad mapą, aby nie zjechać z najlepszego wariantu trasy

W przededniu zawodów sprawdziła w telefonie, czy przed numerami do najbliższych ma wpisane +48. Chciała mieć pewność, że jak zdobędzie medal, dodzwoni się do nich bez problemu. Udało się!

Łatwo zabłądzić?

– Nawet najlepszym zawodnikom zdarza się zgubić. Ważne, aby tego uniknąć, a jeśli już do tego dojdzie, umieć szybko się odnaleźć. Mnie też się zdarzało. Bywało też tak, że wybrałam gorszy wariant, ale na poważnych zawodach gubić się już nie wolno.

Naprawdę? Nigdy?

– No, może w młodości. Zanim zaczęłam jeździć rowerem na orientację, przez dziesięć lat startowałam w biegach orienteeringowych. Zaczynałam w wieku 11 lat. Wciągnęły mnie w to moje siostry. Pamiętam swoje pierwsze zawody, rozgrywane w jednym z warszawskich parków. Imprezy na orientację dla dzieci i młodzieży organizuje się właśnie w takich miejscach, żeby zawodnikom trudno było się zgubić. Ja się nie zgubiłam. Nie zajęłam też żadnego wysokiego miejsca, ale i tak po wbiegnięciu na metę zrozumiałam, że to jest to, co chcę robić.

Kiedykolwiek żałowałaś, że dałaś się w to wciągnąć? Sprawiasz wrażenie, jakbyś ciągle nie miała czasu.

– To prawda, ostatnio dużo się dzieje. Wróciliśmy z Portugalii, potem był Sankt Petersburg, a następnie Włochy. Jak nie zawody, to obóz przygotowawczy. Trudno znaleźć w tym wszystkim chwilę dla siebie. Ale mimo to, nigdy tego nie żałowałam. Nawet jak pogrzebię mocno w pamięci, trudno mi znaleźć momenty zwątpienia w sens tego, co robię. Można powiedzieć, że odkąd po raz pierwszy stanęłam na starcie, tak cały czas w tym biegnę.

Teraz to właściwie jedziesz.

– Tak, i to nie tylko na rowerze. Okazjonalnie startuję też w narciarskich biegach na orientację. Udało mi się zdobyć nawet mistrzostwo Polski w tej dyscyplinie.

Okazjonalnie?

– W zasadzie tak, bo nie traktowałam tego startu jako celu samego w sobie. Bardziej jako urozmaicenie w reżimie treningowym, który mocno daje mi w kość. W sezonie to jeszcze daje się jakoś wytrzymać, zimą jednak przesiadam się na trenażer, a monotonia trenowania w ten sposób jest po prostu zabójcza.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Joanna Jankowska