okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2010 >> 11/2010 >> Póki jeszcze można

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Póki jeszcze można

Marek Zgaiński

Wyjazd do Chorwacji na motocyklu jeszcze 15 lat temu był wyczynem, dziesięć lat temu – wyprawą, a teraz stał się czymś tak banalnym i powszechnym, jak wypad do pubu na piwo. Kiedyś dzikość i pewne zacofanie w stosunku do miejsc równie ciepłych, ale bardziej objeżdżonych powodowały, że nigdy nie było wiadomo, jaką drogą przyjdzie jechać, ani czy w razie awarii maszynę uda się naprawić. Za to miało się do dyspozycji wiele miejsc i szlaków, na które nie wchodzą zwyczajni wycieczkowicze. Nawet na wybrzeżu można było dojechać motocyklem tam, gdzie nie zapuszczały się samochody, a tym bardziej campery i autobusy. Potem miejsc tych zaczęło ubywać, ale za to jakość dróg się poprawiła i przybyła tak zwana infrastruktura w postaci pomocy drogowych i innych udogodnień. Zaczęli się pojawiać coraz bardziej masowo motocykliści z Niemiec, Szwajcarii czy nawet Francji, gdzie znakomicie się jeździ, choćby w Prowansji. Spotkać też można było polskie rejestracje. Ale nadal podróż była przygodą…
Teraz jak ktoś kupuje motocykl, to w ciemno można obstawić odpowiedź, dlaczego to robi – bo chce pojechać na wakacje do Chorwacji. Liczba motocykli przekroczyła już pewnie liczbę camperów i przyczep kempingowych, które po tym pięknym kraju jeżdżą. W atrakcyjnych turystycznie miejscowościach trudno znaleźć miejsce na parkingu dla motocykli, bo wszystkie inne wolne są już zastawione. A do wiosek ukrytych na wybrzeżu prowadzą szerokie, równe drogi. Do tego niektórzy motocykliści jeżdżą bez tłumików, czyniąc w ten sposób hałas trudny do wytrzymania, gdy startują spod barów na promenadzie.
Pewnie Szanowne Rowerzystki i Szanowni Rowerzyści zadają sobie pytanie, dlaczego w piśmie o turystyce rowerowej piszę o motocyklach. Z tej prostej przyczyny, że w kontekście Chorwacji o rowerach nie mogę, bo zwykle jeżdżę tam motocyklem. Ale obawiam się, że za jakiś czas to, co stało się z turystyką motocyklową w Chorwacji, dotknie również rowerów, więc nie wolno zwlekać i póki jeszcze można, trzeba jeździć tam, gdzie tylko rowerami można dotrzeć, i odkrywać to, co nie dla wszystkich jest dostępne.