okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2008 >> 4/2008 >> Wielki Kanion dla twardzieli

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Stany Zjednoczone - parki narodowe Utah i Arizony


Wielki Kanion dla twardzieli

Michał Książkiewicz
Antelope Pass - szosa pokonuje przełęcz głębokim wąwozem wykutym w litej skale, przynosząc cień dający przyjemną ulgę od pustynnego skwaru

Niespodziewanie otrzymałem możliwość wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Postanowiłem skorzystać z okazji i zostać dłużej, ostatecznie zrobiły się z tego dwa tygodnie. Specyfika wyjazdu, a zwłaszcza jego koszt i spontaniczność, wykluczyły możliwość szukania kompanów podróży. Jadąc samotnie, miałem pełną swobodę w planowaniu trasy i kosztów wyprawy.

De­cy­zję o tym, w ja­ki re­gion kon­kret­nie po­ja­dę, po­dej­mu­ję, oglą­da­jąc w inter­ne­cie zdję­cia i czy­ta­jąc re­la­cje z wy­praw in­nych lu­dzi. Wy­bie­ram pogra­ni­cze sta­nów Utah i Ari­zo­na, ze wzglę­du na pięk­ne kra­jo­bra­zy w par­kach na­ro­do­wych oraz nie­wiel­kie od­le­gło­ści po­mię­dzy ko­lej­ny­mi cie­ka­wost­ka­mi przy­rod­ni­czy­mi. Re­zer­wu­ję bi­let lot­ni­czy do Sa­int Geo­r­ge, lot­ni­ska po­ło­żo­ne­go naj­bli­żej in­te­re­su­ją­cych mnie gór i ka­nio­nów. Ze wzglę­du na wy­so­kie kosz­ty trans­por­tu ro­we­ru or­ga­ni­zu­ję wy­po­ży­cze­nie maszy­ny w miej­sco­wej wy­po­ży­czal­ni. Z za­ci­sza do­mo­we­go fo­te­la za­ma­wiam tak­że tak­sów­kę z Sa­int Geo­r­ge nad Wiel­ki Ka­nion.

Do wy­po­ży­czo­ne­go na miej­scu ro­we­ru przy­mo­co­wu­ję wła­sno­ręcz­nie uszy­te sa­kwy, uży­wa­ne już wcze­śniej na kil­ku wy­pra­wach w Biesz­cza­dy, Su­de­ty, Al­py i Do­lo­mi­ty. Są one bar­dziej po­jem­ne niż naj­więk­sze Or­tlie­by, ale przede wszyst­kim uni­wer­sal­ne do za­mo­co­wa­nia na każ­dym ty­pie ba­gaż­ni­ka. Oka­zu­je się to bar­dzo po­żą­da­ną ce­chą, bo­wiem wy­po­ży­czal­nia ro­we­rów ma je­dy­nie mon­to­wa­ne na szty­cę pod­sio­dło­wą atra­py. Do ma­szy­ny przy­krę­cam tak­że swo­je „ro­gi” z lu­ster­kiem, sio­dło oraz pe­da­ły spd, któ­re za­pew­nią mi pe­łen kom­fort po­dró­ży.

Po uzy­ska­niu pa­miąt­ko­wych pie­czą­tek z Vi­si­tor Cen­ter ru­szam na szlak wio­dą­cy do punk­tu wi­do­ko­we­go Bri­ght An­gel Po­int. Na ścież­ce pa­nu­je ogól­ny gwar, lu­dzie roz­ma­wia­ją o róż­nych spra­wach. Na­gle, po do­tar­ciu do plat­for­my wi­do­ko­wej, wszyst­kie roz­mo­wy ci­chną w pół sło­wa i na­sta­je ab­so­lut­na ci­sza. Tak du­że wra­że­nie wy­wie­ra na nas Wiel­ki Ka­nion. Na ten spek­ta­ku­lar­ny efekt skła­da się nie tyl­ko ogrom roz­po­ście­ra­ją­cej się przed na­mi prze­strze­ni, ale tak­że opa­li­zu­ją­ca czer­wo­na ko­lo­ry­sty­ka ścian ka­nio­nu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Michał Książkiewicz