okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Bliski kontakt z ziemią kłodzką

nowości

Oryginalny trenażer

Trenażery mają swoich zaciekłych wrogów i tych, którzy traktują je jako zło konieczne. Rzadko kto trenuje w domu, bo lubi –... »

Powrót M-BIKE’A

Pamiętacie polskiego producenta rowerów o nazwie M-BIKE, który kilka lat temu zniknął z rynku? Marka pochodząca z Jabłonnej koło... »

NuVinci zmienia nazwę

Znane piasty planetarne z bezstopniową regulacją przełożenia od tego roku będą dostępne pod nową nazwą: Enviolo. Piasta we... »

Otwieracz dla cyklisty

Na rynku pojawił się kolejny gadżet dla wielbicieli „niebieskiego” producenta akcesoriów rowerowych i outdoorowych, czyli marki... »

Kurtka w kolorze fluo

Firma Accent pokazała nowe kurtki uszyte z trójwarstwowego materiału z membraną Zero Wind. Przedni panel odblaskowy został wykonany z... »

FLR w Polsce

Buty włoskiej marki FLR mogą być interesującą alternatywą dla obuwia droższych producentów. Widoczne na zdjęciu turystyczne buty MTB... »

poradniki

Na Śnieżnik grubasem

Nienawidzę zimna. Od kiedy pamiętam, zawsze byłam zmarzluchem. Zimne ręce i stopy to moja zmora, a gdy tylko przychodzą pierwsze jesienne... »

Na siodełku bez bólu

Przygoda z rowerem zaczyna się w chwili, kiedy pierwszy raz na nim siądziesz i poczujesz więź, która pozostanie do końca życia.... »

Na szlaku >> Ziemia Kłodzka


Bliski kontakt z ziemią kłodzką

Wojciech Osiński
Wśród Skalnych Grzybów czasem można było jechać całkiem wygodnie, ale w innych miejscach adrenaliny nie brakowało
Trzy wizyty w warsztacie naprawczym, dwie w izbach tortur i po jednej w szpitalu, mieście cudów, pałacu skandalistki oraz w podziemnym labiryncie. Przejechane pięć pasm górskich. Jazda po płaskim – rzadko. Powroty do kwatery – tylko nocą. Całkiem nieźle, jak na pierwszy w życiu rowerowy wypad w Sudety.
 
Przed wyjazdem postanowiłem, że nie będzie to tylko jeżdżenie po górach dla samego jeżdżenia po górach (choć to też byłoby na pewno przyjemne), ale że każdego dnia zobaczę lub przeżyję coś tak charakterystycznego, że pozwoli mi to zapamiętać i oddzielić go w pamięci od innych. 
Nie uwierzycie, ale się udało! I tak – pierwszego dnia zerwałem łańcuch, drugiego spotkałem potwora, trzeciego pękły mi szprychy w tylnym kole, czwartego złapałem gumę, piątego... No nie, nie będę zdradzał wszystkiego tak od razu. 
Już początek był obiecujący. Kłodzko przywitało mnie oberwaniem chmury, a ja siedząc na stacji pod skromną wiatą, uświadomiłem sobie, że nie mam gdzie mieszkać. To znaczy w ogóle mam, tylko w Kłodzku nie miałem. Niby człowiek wyciąga wnioski z pomyłek, ale jakoś nie wtedy, kiedy trzeba. Rok temu na podobnej wycieczce nie załatwiłem sobie wcześniej noclegu i ledwo uniknąłem spędzenia nocy na rynku w Starym Sączu. Teraz groziło mi to samo w Kłodzku. Nie było jednak tak tragicznie – do zmierzchu miałem jeszcze kilka godzin, ulewa się skończyła, a ja zdołałem nawet zjeść obiad i naładować ledwo dyszący telefon. Morale skoczyło do góry. Poprawiłem lodami, skoczyło jeszcze wyżej. Znalazłem kwaterę – euforia. Zostało jeszcze tylko zrobienie zakupów kolacyjno-śniadaniowych w pobliskim sklepie i już szykowałbym się do otwierania mapy i planowania poniedziałku, gdyby nie... chrup, chrup, trzask! 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Osiński