okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze nagroda Rowertouru archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży partnerzy

» Czy uważasz Facebooka za źródło informacji na temat rowerów?


skomentuj »
n.p.m. pierwszy rowerpierwszy rower
strona główna >> 3/2010 >> Vive la caravane!

nowości

Licznik wody?

Plecaki firmy CamelBak® wyposażone są w specjalny zbiornik na wodę, podawaną do ust rurką. Ostatnim wynalazkiem zaprezentowanym przez tego... »

SPD z platformą

XTR – te trzy litery elektryzują każdego zapalonego cyklomaniaka. Już na jesień zapowiadana jest spora rewolucja w tej grupie! Poza... »

Kup pan serwis…

Zawsze marzyłeś o założeniu własnego, profesjonalnego serwisu rowerowego? Z gigantycznym zestawem narzędzi Park Tool MK195 naprawa żadnej... »

Wodoodporny Packman

Najnowszy plecak Packman Pro 2 firmy Ortlieb to dobre rozwiązanie dla tych, którzy z racji stylu jazdy nie mogą sobie pozwolić na sakwy ani... »

Dla pań, ale bez kwiatów

Damska koszulka kolarska Breva firmy Accent została zaprojektowana tak, by odejść od trendu „jak damskie, to różowe albo w... »

Szykownie i bezpiecznie

Met Camaleonte Executive to kask zaprojektowany tak, by nie tylko zapewniał bezpieczeństwo, ale także nadawał odpowiedni styl rowerzyście.... »
Max Siodełkokomiks
 

poradniki

Kiedy łańcuch mówi dość

Czy wiecie, jak długo wytrzymują poszczególne części roweru? Kiedy kończy się ich przydatność, jak rozpoznać pierwsze oznaki... »

Zanim oddasz na złom

Szczęśliwych posiadaczy rowerów na ramach karbonowych i aluminiowych ten problem nie dotyczy. Chociaż w każdym rowerze jest coś... »

Wyprawa numeru >> Korsyka


Vive la caravane!

Remigiusz Kitliński
Rowerowa rodzinka Nowaczyków

O Korsyce po raz pierwszy pomyślałem jesienią 2006 roku, kilka miesięcy po narodzinach córki Natalki. Wspaniałe krajobrazy, wąskie, kręte drogi, co krok urocze plaże i krystalicznie czysta, przejrzysta woda. Niewielkie zagęszczenie ludności, ciepły, ale wilgotny, śródziemnomorski klimat, sporo zieleni – wszystko to sprawiało, że Korsyka od razu wydawała się idealnym miejscem na wyprawę rowerową.

Gdy dodamy do tego niezwykle górzyste ukształtowanie powierzchni Korsyki, szczyty sporo wyższe od Tatr, wiele przełęczy, przekraczających 1000 metrów n.p.m., zdamy sobie sprawę, że to także miejsce bardzo wymagające.
My i Korsyka – to była prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak od pomysłu do jego realizacji minęło, tym razem, wiele czasu. Zatrzymał nas całkiem poważny dylemat: – Czy z Natalką w przyczepce poradzimy sobie w górach? Problem ten roztrząsałem przez całe dwa lata. Gdy wreszcie byłem już niemal pewien, że sobie nie poradzimy, marzenia wzięły górę nad rozsądkiem. Przypomnieliśmy sobie o naszej starej dewizie. Nie liczba kilometrów się liczy, ale liczba noclegów w namiocie. Noclegów na łonie natury w pięknym, dzikim krajobrazie. Noclegów poprzedzonych kąpielą w chłodnym strumieniu. Noclegów, na które, oczywiście, docieramy rowerami, raz łapiąc wiatr we włosy, innym razem – ocierając słony pot z czoła. Do naszych serc powrócił duch prawdziwej, rowerowej włóczęgi!
Pomysł wspólnej wyprawy z dzieciakami zaszczepiłem wkrótce Michałowi – znajomemu z tras rowerowego Harpagana (ekstremalne rajdy na orientację). Michał też przeszedł podobną drogę. Podróżował sakwiarsko razem z żoną, a od niedawna z córką. Zapowiadał się zatem bardzo przyjemny wyjazd. Dwie rowerowe rodzinki, dwie przyjaciółki w przyczepkach oraz jedno marzenie o wspaniałej wyprawie i jedna wspólna wątpliwość: – Jak to będzie z tymi górami? Kilka miesięcy później wsiedliśmy wreszcie na obładowane rowery z dołączonymi przyczepami. Z wielkim trudem rozpędziliśmy zaprzęgi. Ale przecież na każdej wyprawie rusza się z trudem. Na którymś z pierwszych zakrętów minął nas francuski kolarz. – Vive la caravane! – zakrzyknął. To pozdrowienie na długo zapadło mi w pamięć. Rowerowa karawana wokół Korsyki wystartowała!
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: REMIGIUSZ KITLIŃSKI