okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 12 (22)/2009 >> Wody dosyć, cienia jak na lekarstwo

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Wyprawa numeru >> ze Stambułu na Lesbos i Chios


Wody dosyć, cienia jak na lekarstwo

Michał Sitarz
Widok na Błękitny Meczet w Stambule

W nocy lądujemy w Stambule. Spod lotniska kursują autobusy do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów centrum. Pakujemy sakwy, kartony z rowerami do bagażnika i ruszamy.

Zaczyna świtać, wysiadamy na Taxim Square i zabieramy się za skręcanie rowerów. Do hostelu, w którym zarezerwowaliśmy nocleg, mamy niewiele ponad kilometr. Pedałujemy więc w atmosferze budzącego się do życia miasta. Zapachy piekarni, cukierni i lokalnych specjałów mocno działają na zmysły. Uliczki są wąskie, strome, o wysokich krawężnikach. Hotel Neverland ma miłą obsługę, dużą kuchnię do dyspozycji, darmowy dostęp do internetu, w powietrzu unosi się zapach kociej kuwety. Bo w koty Stambuł jest wyjątkowo dobrze zaopatrzony. W tle sączy się głos Lisy Gerard z wczesnego albumu Dead Can Dance. Znaczną część wystroju Neverlandu stanowią antywojenne postery i hasła. Jest i Che Guevara, są hipisi, symbole pacyfistyczne i przeciekające sklepienie z prowizorycznym zbiornikiem na wodę. Ruszamy w kierunku starego miasta, gdy zaczyna się robić bardzo gorąco. Zabytkowa część jest naprawdę niesamowita, spiętrzenie niebywale wielu atrakcji na małym obszarze (Hagia Sofia, Błękitny Meczet, Hipodrom) sprawia, że zapominamy o trudach podróży i upale.
Początkowo planujemy płynąć do Bandirmy, jednak wszystkie miejsca na promie są już zajęte (weekend), a na następny z wolnymi miejscami musielibyśmy czekać ponad 30 godzin. Pozostaje nam popłynąć do Mudanya, także na południowym wybrzeżu morza Marmara, jednak ponad 100 kilometrów na wschód od Bandirmy. Przed wejściem na prom wszystkie bagaże są prześwietlane. Kontrola ta ma jednak wymiar czysto symboliczny – strażnicy są tak zaabsorbowani rozmowami, że nie mają czasu śledzić podglądu zawartości bagaży na okazałych monitorach. Czy uprawnione było przewiezienie prawie litra benzyny? Czy mieliśmy prawo do posiadania noży w naszych podręcznych torebkach? Tego nie wiemy. Morze Marmara czaruje głębokim odcieniem zieleni. Przejeżdżamy przez urocze wioseczki, mijamy liczne meczety. Przy drodze jest wiele ujęć wody pitnej, jednak w początkowych dniach podróży wolimy dmuchać na zimne i pijemy wyłącznie wodę butelkowaną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Michał Sitarz