okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 12 (22)/2009 >> Wody dosyć, cienia jak na lekarstwo

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Wyprawa numeru >> ze Stambułu na Lesbos i Chios


Wody dosyć, cienia jak na lekarstwo

Michał Sitarz
Widok na Błękitny Meczet w Stambule

W nocy lądujemy w Stambule. Spod lotniska kursują autobusy do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów centrum. Pakujemy sakwy, kartony z rowerami do bagażnika i ruszamy.

Zaczyna świtać, wysiadamy na Taxim Square i zabieramy się za skręcanie rowerów. Do hostelu, w którym zarezerwowaliśmy nocleg, mamy niewiele ponad kilometr. Pedałujemy więc w atmosferze budzącego się do życia miasta. Zapachy piekarni, cukierni i lokalnych specjałów mocno działają na zmysły. Uliczki są wąskie, strome, o wysokich krawężnikach. Hotel Neverland ma miłą obsługę, dużą kuchnię do dyspozycji, darmowy dostęp do internetu, w powietrzu unosi się zapach kociej kuwety. Bo w koty Stambuł jest wyjątkowo dobrze zaopatrzony. W tle sączy się głos Lisy Gerard z wczesnego albumu Dead Can Dance. Znaczną część wystroju Neverlandu stanowią antywojenne postery i hasła. Jest i Che Guevara, są hipisi, symbole pacyfistyczne i przeciekające sklepienie z prowizorycznym zbiornikiem na wodę. Ruszamy w kierunku starego miasta, gdy zaczyna się robić bardzo gorąco. Zabytkowa część jest naprawdę niesamowita, spiętrzenie niebywale wielu atrakcji na małym obszarze (Hagia Sofia, Błękitny Meczet, Hipodrom) sprawia, że zapominamy o trudach podróży i upale.
Początkowo planujemy płynąć do Bandirmy, jednak wszystkie miejsca na promie są już zajęte (weekend), a na następny z wolnymi miejscami musielibyśmy czekać ponad 30 godzin. Pozostaje nam popłynąć do Mudanya, także na południowym wybrzeżu morza Marmara, jednak ponad 100 kilometrów na wschód od Bandirmy. Przed wejściem na prom wszystkie bagaże są prześwietlane. Kontrola ta ma jednak wymiar czysto symboliczny – strażnicy są tak zaabsorbowani rozmowami, że nie mają czasu śledzić podglądu zawartości bagaży na okazałych monitorach. Czy uprawnione było przewiezienie prawie litra benzyny? Czy mieliśmy prawo do posiadania noży w naszych podręcznych torebkach? Tego nie wiemy. Morze Marmara czaruje głębokim odcieniem zieleni. Przejeżdżamy przez urocze wioseczki, mijamy liczne meczety. Przy drodze jest wiele ujęć wody pitnej, jednak w początkowych dniach podróży wolimy dmuchać na zimne i pijemy wyłącznie wodę butelkowaną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Michał Sitarz