okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7 (17)/2009 >> Rowerem za koło podbiegunowe

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Wyprawa numeru >> Lofoty - Nordkapp


Rowerem za koło podbiegunowe

Michał Sitarz
Tabliczka już jest, ale do Nordkappu jeszcze kawał drogi

Dotarcie do najdalej na północ wysuniętego skrawka Europy to drugi etap naszej rowerowej podróży z Trondheim na Nordkapp i drogi powrotnej przez Finlandię oraz kraje nadbałtyckie. Pierwszą część relacji opublikowaliśmy w styczniowym numerze „Rowertouru”, kiedy dotarliśmy słynną malowniczą drogą numer 17 do Bodø i pokonaliśmy ponad 800 kilometrów w 10 dni. Przed nami Lofoty, Vesterålen i Nordkapp. Ponad 1400 kilometrów pedałowania i widoki, o których wcześniej myśleliśmy, że mogą się tylko przyśnić.

Stolica Nordlandu, Bodø. Już po północy. Prom opóźnia się, w kolejce stoi z nami Nick – sakwiarz ze Szkocji. Na promie niewiele pospaliśmy, wstajemy parę minut po godzinie szóstej rano. W oddali już majaczą kształty Lofotów. Potężne skalne ściany i wybijające się ponad taflę morza strzeliste iglice archipelagu sprawiają wrażenie niedostępnej twierdzy. Do brzegu przybijamy po godzinie siódmej. Kiedy ostatni samochód zjeżdża z promu, w porcie zostajemy tylko ja, Ola i Nick. Nasz towarzysz udaje się na drzemkę w okolice pobliskiego kościółka, my wskakujemy w śpiwory i ogrzewani promieniami porannego słońca zasypiamy na portowych ławkach.
Po regenerującym śnie raczymy się pyszną kawą. Po kilku kilometrach jazdy pustą drogą wyłania się widok na Reine. Ta przepięknie położona wioska uznawana jest za jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc Norwegii. Potężne skały wznoszą się majestatycznie ponad zatoką. Czerwone rorbu, domki rybackie na palach, wspaniale komponują się z otoczeniem. Wokoło całkowita pustka, cisza, nasycenie błękitu przekracza próg realizmu. Oto mamy przed sobą piękno świata. Czyżby to mityczna Valhalla?
Droga staje się wąska i kręta. Kolor wody i jej przejrzystość aż trudno opisać. Jest i symbol Lofotów – dorsze, suszące się na drewnianych rusztowaniach, jednak chyba tylko jako atrakcja turystyczna (wątpliwa zresztą, bo nie wyglądają zbyt świeżo). Nie jest to sezon połowów i nigdzie więcej już ich nie widzimy. Spotykamy za to rowerzystów z niemal wszystkich zakątków globu. W sąsiedztwie miejscowości Ramberg koniecznie trzeba poświęcić nieco czasu na spacer rajskimi plażami norweskiej Copacabany.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin i Michał Sitarz