okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 5/2018 >> Przełęcze wzywają!

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Korespondencja >> RPA: wokół Zachodniego Przylądka, część II


Przełęcze wzywają!

Paweł Pesz
Jedna z bajecznych panoram Półwyspu Przylądkowego: tu z widokiem na Clifton i górę Lion's Head
Po opuszczeniu wybrzeża Oceanu Indyjskiego trasa mojej rowerowej pętli dookoła południowoafrykańskiego Zachodniego Przylądka prowadziła przez Góry Outeniqua oraz przełęcz Robinson do kotliny Karru Małe i położonego pośrodku niej miasta Oudsthoorn. 
 
Podjazd zaczął się po 20 kilometrach nienagannej asfaltowej R328 i trwał przez kolejne 30. Tradycyjnie klucz do sukcesu stanowiło równe tempo, choć przerwy na robienie zdjęć też się przydawały. Krajobraz zmienił się w niemalże alpejski, z wysokimi drzewami iglastymi. Na przełęczy uwieczniłem swój wyczyn przy tablicy z metrażem, pokrzepiłem się przekąską i ruszyłem w dół. Zrobiło mi się autentycznie zimno, bo mknąłem z dużą prędkością. Przed Oudtshoorn minąłem wiele ferm strusi, z których miasto słynie na całą Południową Afrykę. 
Kolejny dzień obfitował w atrakcje. Zaczęły się w prywatnym rezerwacie Buffelsdrift, leżącym kilka kilometrów na północ. Został on założony na terenie byłej farmy z miejscami noclegowymi, rozlokowanymi wokół sporego zalewu, utworzonego do nawadniania upraw. Poziom wody spadł drastycznie, ale na szczęście starczyło jej dla pary hipopotamów, które wystawiały co jakiś czas czubki głów i nosy. Stojąc na wygodnej platformie widokowej na brzegu, trudno było uwierzyć, że pod spodem kryje się kilka ton zwierzęcia. Można też tam spotkać surykatki oraz trzy słonie, sprowadzone z Parku Narodowego Krugera.
Piętrzące się przede mną pasmo Gór Czarnych (Swartberg) przybliżało się z każdym kilometrem, ale najpierw czekała mnie chwila wytchnienia w jaskiniach Cango. Zostały one odkryte w 1780 roku przez miejscowego farmera, a ich długość szacuje się na około pięć kilometrów, z czego kilometr udostępniono turystom. Można je zwiedzać wyłącznie z przewodnikiem. Nie skusiłem się na opcję, w której zwiedzający dodatkowo przeciska się przez wąskie szczeliny, zwężające się nawet do 30 centymetrów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Paweł Pesz