okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 5/2018 >> Tulipany, wiatraki i ser

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> Holandia


Tulipany, wiatraki i ser

Maria Januś i Marcin Lecki
Kinderdijk po zachodzie słońca wygląda jak baśniowa kraina z tolkienowskich powieści
Od pewnego czasu chodził nam po głowie pomysł, by pojechać do Holandii wtedy, kiedy kraj jest najbardziej kolorowy. Gdy pola pokrywa dywan kwiatów, przede wszystkim tulipanów, ale nie tylko. Może być to czas od końca marca nawet do połowy maja. Ciężko trafić z datą, gdyż każda zima i wiosna są inne. To istotne, gdyż kwiaty cieszą oczy zaledwie dwa tygodnie, później są ścinane. 
 
Pomocna okazała się strona internetowa tulipsinholland.com, z cotygodniowymi aktualizacjami, dotyczącymi stopnia rozwoju kwiatów. Po długich debatach decydujemy się na trzeci tydzień kwietnia.
Gdy lądujemy na lotnisku Amsterdam Schiphol, nie widać kolorowych kobierców. Ciężkie chmury wiszą nisko, pada deszcz. W takich warunkach zwiedzamy rowerową stolicę świata. Tym razem nie zabieramy ze sobą jednośladów z Polski, ale wypożyczamy na miejscu. Decydujemy się na rowery miejskie, holenderskie, klasyczne, choć może nie do końca, bo z siedmioma biegami i hamulcami ręcznymi. 
W Amsterdamie rower to sposób komunikacji i styl życia. Według statystyk, co trzeci mieszkaniec stolicy Holandii dojeżdża do pracy rowerem. Jeżdżą mężczyźni w garniturach, kobiety w eleganckich stylizacjach, mamy wiozące do przedszkola maluchy w koszach rowerów towarowych, dzieci spieszące do szkoły, studenci. Nikogo nie dziwi rowerowy spacer z psem czy wózek z zakupami. Jeżdżą wszyscy, niezależnie od wieku. Infrastruktura budzi podziw każdego miłośnika dwóch kołek przyjeżdżającego z innej części Europy. Tak jest i w naszym przypadku. Ruch rowerowy jest szalony, dość szybki i – wydawałoby się – mocno chaotyczny. Początkowo ciężko się do niego włączyć, ale po chwili czujemy się jak ryby w wodzie. Ścieżek rowerowych w samym Amsterdamie jest 400 kilometrów, a 90 procent ulic przystosowano do dwóch kółek. To raj na ziemi.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Maria Januś i Marcin Lecki