okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 5/2018 >> Jadąc do Babadag

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> Beskid Niski


Jadąc do Babadag

Joanna Gerstel, Mariusz Wasiewski
Zjazd z Pasma Grabówki do wsi Raczkowa
Zaczęło się pod koniec czerwca i trwało pięć dni. Tylko pięć, choć intensywność doznań wskazywała na więcej. Upał (a dla mnie potężny upał zaczyna się już od 25 stopni) nie jest najlepszą pogodową opcją na wycieczkę rowerową (najlepiej, gdy nie ma słońca!), ale chcieliśmy jakoś godnie rozpocząć to lato i wakacje. A w Beskid Niski ciągnęło nas od dawna.
 
Wczesnym rankiem wsiadamy w Zielonej Górze do pociągu do Rzeszowa – my, plus rowery z sakwami. A stamtąd na południe, do niedalekiej wsi Babica. To już Karpaty Zachodnie, Pogórze Strzyżowskie. Wysiadamy na stacji kolejowej w szczerym polu. Za chwilę ruszymy pod pierwsze, męczące podjazdy. Mimo włączonej nawigacji, trochę kluczymy, szukając szlaku Green Velo. Kawałek jedziemy tą trasą, by po chwili przypadkiem z niej zjechać. Oznakowanie nie jest najlepsze, za to odcinek Błażowa – Futoma przyrodniczo zachwycający. Jesteśmy w Dynowie, gdzie robimy zakupy. Dzień chyli się już ku końcowi, a nam bardzo zależy, aby miejsce na rozbicie namiotu znaleźć nad samym Sanem. Tak szukamy, że aż wspinamy się ponad miasto – to błąd. Za to spalonych kalorii nikt nam nie odbierze. Znów zjeżdżamy i znajdujemy się na innej drodze. Sympatyczna miejscowa para, zainteresowana tym, co i dlaczego sakwiarze z Zielonej Góry robią w Dynowie, wyjaśnia nam, gdzie najlepiej jechać, by rozbić nasz miniobóz z dala od ludzkiego wzroku. Nocleg wypada nam gdzieś pomiędzy wsiami Siedliska a Wołodź. Bezpośredniego dostępu do Sanu nie mamy, jest za to duża łąka i drzewa. Po co więcej? Jutro niedziela, nie spodziewamy się więc rano gości. Po śniadaniu, które przeciąga się aż do południa, ruszamy dalej, w kierunku Rudawki Rymanowskiej. 
Za Uluczem przekraczamy kładkę na Sanie, pedałujemy przez Witryłów, ciągle podziwiając naturalne piękno regionu. Gdzieś na trasie spotykamy polsko-ukraińską grupę kolarzy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Mariusz Wasiewski